Miodek turecki

01.Wszystkich Swietych

02.Wszystkich Swietych

Z czym mi się kojarzy dzień Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny? Oczywiście oprócz cmentarzy, zniczy i chryzantem? Z miodkiem tureckim.

03.miodek

Jest to słodkość wyrabiana chałupniczo i od zawsze sprzedawana przy krakowskich cmentarzach w te właśnie dwa dni. Kiedyś sprzedawca odłupywał tasakiem i dłutkiem kawałki z wielkiej głowy i odważał porcję na małej wadze, posługując się maleńkimi odważnikami (maleńkimi, bo kupowało się na przykład trzy deka albo „za dwa złote”),
a potem zawijał w papierową tutkę. Uwielbiałam na to patrzeć. Dziś na straganach leżą gotowe porcje w celofanie. Żadnego rytuału, żadnej magii.

04.miodek

05.miodek

Dawniej miodek był tylko kremowy, o smaku śmietankowym. Dziś może być także karmelowy, czekoladowy, kakaowy, migdałowy, rumowy. Kruchy albo ciągnący się.

Tak naprawdę nie wiem, z czego jest zrobiony, i może dobrze. Jak smakuje? Okropnie. Choć na przykład moja córka go uwielbia. To chyba kwestia wieku, bo ja też kiedyś lubiłam miodek. Wtedy jednak był robiony ze skarmelizowanego cukru z dodatkiem miodu
i orzechów włoskich lub laskowych, dziś robi się go chyba wyłącznie ze sztucznego miodu
i orzeszków arachidowych.

Miód to pokarm bogów i dusz zmarłych, nic więc dziwnego, że je się go akurat w te dni.
W ogóle połączenie jedzenia i śmierci to temat rzeka. Począwszy od stypy (jemy na znak, że my jeszcze ży-jemy), a na jedzeniu na cmentarzu skończywszy. Nie tylko w Rosji pije się wódkę ze zmarłymi przyjaciółmi – widziałam kiedyś na cmentarzu w Borku Fałęckim ucztę przy grobie cygańskiego króla. Lubię ten cmentarz.

06.Borek

07.Borek

08.Borek

Czytałam, że w niektórych regionach piekło się zaduszkowe chlebki, zanosiło je na cmentarz i obdarowywało nimi żebraków, prosząc o modlitwę za zmarłych. Na Kaszubach
w niektórych domach do dziś w nocy z 1 na 2 listopada wykłada się na parapet ulubioną potrawę zmarłego i zwykle rano nie ma po niej śladu. Hiszpanie zaś jedzą w te dwa dni huesos de santo, święte kości, nadziewane marcepanem. Może i u nas by się przyjęły?
Tak jak Halloween.

09.huesos-de-santo_foto z internetu

10.dynia Kasi

W Krakowie mamy oczywiście Rakowice, ale mamy też mniejsze, piękne cmentarze, takie jak ten bronowicki na Pasterniku, na którym jest grób rodzinny Tetmajerów – tu spoczywa Włodzimierz Tetmajer, Gospodarz z Wesela Wyspiańskiego. Tu jest grób rodziny Rydlów, grób Jakuba Mikołajczyka (Kuby z Wesela) i Błażeja Czepca (Wójta). A także grób moich Dziadków.

11.grob Tetmajerow

12.Pasternik

13.Pasternik

14.Rydlowie

Lubię radosny dzień Wszystkich Świętych i melancholijne Zaduszki. W te dni ubywa dusz pustych, takich, o których nikt już nie pamięta.

16.Rakowice

17.Borek

18.grob Tetmajerow

 

Opublikowano Blog | Skomentuj

Kraków jest inny

 

Szum potoku, zapach świerkowego lasu i zapierający dech w piersiach widok na Tatry
w Białce, wiatr zrywający chustkę z głowy, piasek skrzypiący pod nogami i morze w Łebie, bindaże w parku w Oliwie… Zamykam oczy i widzę te wszystkie cudne miejsca. Cudne,
ale nie moje. Wspaniałe, ale na miesiąc wakacji, nie dłużej.

Bo mój i na zawsze jest Kraków.

0.pieczęć herbowa

W Krakowie (z akcentem na „w”) wychodzimy na pole albo na podworzec, jemy grysik, sznycle z ziemniakami, a czasem z weką, i borówki (nie żadne czarne jagody) na deser,
a do rosołu dodajemy jarzynę. Jeśli nie jesteśmy czujni językowo, to płaszcz ubieramy.
A tak w ogóle, to ubieramy się inaczej.

01.Bractwo Kurkowe

02.Bractwo Kurkowe

 

 

 

 

 

 

 

 

03.KazimierzMieszkamy inaczej.

04.ul.Kopernika

05.ul.Westerplatte

Mamy inny widok z okien.

08.krakowska mgla

Inne widoki też inne.

09.ul.Kopernika

10.ul.Kopernika

11.Planty

Inne murale.

12.mural

Inne schody.

13.schody Karmelicka

Inaczej ozdabiamy ronda.

14.Rondo Mogilskie

15.Rondo Mogilskie

16.Rondo Mogilskie

Inaczej budujemy pomniki.

17.Pamieci Polakow wywiezionych do Rzeszy

18.Planty

A jeśli mówimy, że kogoś zawieźli do Białego Domku, to wiadomo, że na policję.

19.Biały Domek

Jesteśmy pracowici i nie lubimy tracić czasu – nawet w kawiarni można się zająć nie tylko rozmową.

21.Singer

Nie lubimy wielkich imprez, które mogłyby zakłócić nam spokój.

22. Nie olimipadzie zimowej

Jesteśmy dumni nawet z tynków obłażących płatami.

23.ul.Lubicz

Jako jedyni na świecie mamy przecież Planty, kościół Mariacki i Bramę Floriańską.

 

25.Planty

26.Wieza mariacka

27.Brama Florianska

I najpierw myślimy „Kraków”, potem „Polska”, dopiero potem „Unia”.

28.flaga Krakowa

28.flaga woj. małopolskiego

28.Flagi na UW

Kraków jest inny.
Krótko mówiąc, jest piękny.

Opublikowano Blog | Skomentuj

18 Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie

 

baner_newsletter_750x140_pl_bialy

W najbliższy czwartek zaczynają się w Krakowie Targi Książki, już osiemnaste i tym razem w nowej hali – w Centrum EXPO przy ul. Galicyjskiej 9. Nie byłam jeszcze w tej hali, czytałam jednak, że jest przestronna i klimatyzowana. Co za ulga po zeszłorocznym ścisku
i duchocie.

Czytałam także, że są tam kłopoty z parkowaniem. Najprościej chyba będzie dojechać specjalnym autobusem, który ma odjeżdżać z Pawiej.

Ja będę na Targach dwukrotnie: w piątek Radio Kraków zaprosiło mnie do udziału
w audycji Przed Hejnałem nadawanej z Targów, a w niedzielę między 11 a 12 na stoisku Wydawnictwa Otwartego (D3) będę podpisywać Tylko dzięki miłości.

Serdecznie zapraszam do słuchania Radia Kraków i na stoisko Wydawnictwa Otwartego.

http://targi.krakow.pl/pl/strona-glowna/targi/18-targi-ksiazki-w-krakowie/o-imprezie.html

 

Opublikowano Blog | Skomentuj

Na grzyby!

 

Uwaga, uwaga! To chyba ostatni moment! W lesie zatrzęsienie grzybów. Zresztą nie tylko w lesie – rosną nawet w ogrodzie, pod modrzewiami.

01.maslaki

Borowiki już prawie się skończyły, jednak „prawie” robi różnicę :)

02.borowik

03.borowik

Dla lubiących kolor fioletowy – lakówka ametystowa.

04.lakowka_ametystowa

Dla lubiących eksperymenty – gałęziaki. Wprawdzie większość gatunków jest słabo trująca, jednak niektóre są jadalne i podobno bardzo smaczne. Wyglądają trochę jak koralowce, prawda?

05.galeziak1

06.galeziak

Dla lubiących Obcych – tajemnicze grzybowe kręgi.

07.mleczaje

Dla estetów – wyrafinowane opieńki.

08.opienka

I tylko dla orłów – muchomory czerwone. Czytałam, że kiedyś je czczono i robiono z nich lekarstwa. Jak zwykle wyróżniały się tereny wschodnie – na Syberii zjadano suszone kapelusze, aby uzyskać stan podobny do upojenia alkoholowego. Potem następowała faza halucynacji, w końcu delikwenci zapadali w głęboki sen. Ci, którzy przeżyli i obudzili się, niczego nie pamiętali.

09.muchomory

A dla mnie? Dla mnie rydze. Dużo rydzów.

10.rydze

11.rydze

12.rydze

I jeszcze coś dla wszystkich: jesienne piękno. Gratis.

13.wiewiorka

14.jesien

 

 

Opublikowano Blog | Skomentuj

Akademia Górniczo-Hutnicza

 

Idąc w kierunku Błoń, często wybieram drogę przez teren AGH. Byliście tam ostatnio? Wszystko zmieniło się nie do poznania. Patrzę na pięknie utrzymaną zieleń, na rzeźby,
i mam wrażenie, że idę przez park, szczególnie w weekendy albo w czasie wakacji, gdy jest tam kompletnie pusto.

01.Czy to park02.Czy to park03.Czy to park04.Czy to park

Park, a może nawet ogród botaniczny? :)

05.Moze ogrod botanicznyNie jestem czuła na urządzenia mechaniczne i kombajn ścianowy KWB 3RDS nie robi na mnie większego wrażenia.

06.kombajn scianowy

Co innego wagonik kolejki – on mi się dobrze kojarzy.

07.kolejka

Znakomitym pomysłem jest zilustrowanie hasła „AGH lokomotywą przemysłu” zabytkową lokomotywą wyprodukowaną w 1943 roku przez F. Schichau GmbH w Maschinen und Lokomotivfabrik. Towarowa lokomotywa parowa po wojnie służyła w PKP, a później, gdy była zbyt stara, aby pracować, rdzewiała pod płotem. Na szczęście dzięki inicjatywie studentów, którą poparły władze AGH, Żyletę (bo takie imię dostała na chrzcie – prawdziwym, z szampanem) odnowiono i w maju 2009 roku ustawiono na terenie AGH, od strony ulicy Czarnowiejskiej. Obok stoi tender, czyli wagon na węgiel i wodę, oraz drugi wagon, podobno wojskowy i podobno z pryczami.

08.Zyleta

09.Zyleta10.wagon

A kawałek dalej jest równikowy zegar słoneczny (z instrukcją używania).

11.zegar sloneczny

Już za ck Austrii Kraków starał się o powołanie w mieście akademii, która by kształciła inżynierów górników i hutników. W końcu 31 maja 1913 roku cesarz Franciszek Józef  łaskawie zatwierdził utworzenie wyższej szkoły górniczej w Krakowie. Inauguracja pierwszego roku akademickiego miała się odbyć w październiku 1914 roku – dokładnie sto lat temu. Wybuchła jednak wojna, nazwana później Wielką Wojną. Jak przeczytałam na stronie AGH, urzędnik magistratu napisał na rogu jednego z dokumentów: „Wskutek wybuchu wojny nie otwarto akademii górniczej, cała sprawa odroczona do spokojnych czasów”.
Na spokojne czasy trzeba było czekać aż pięć lat: 20 października 1919 roku naczelnik państwa marszałek Józef Piłsudski dokonał uroczystego otwarcia Akademii Górniczej. Uroczystość odbyła się w auli Uniwersytetu Jagiellońskiego, gdyż kamień węgielny pod gmach nowej uczelni położono dopiero w czerwcu 1923 roku. Zbudowano ją na dalekich przedmieściach, które dziś są centrum miasta.

12. luty 1932, zbiory NAC13. pazdziernik 1935, zbiory NAC14. pazdziernik 1935, zbiory NAC

Podobają mi się budynki AGH – i te przedwojenne, i te nowoczesne.

15.budynki AGH

16.budynki AGH17.budynki AGH

Podobają mi się żywopłoty, kwiaty, rzeźby otoczone kępami ozdobnych traw.

18.AGH19.AGH20.AGH

Nawet smok Spawuś. No bo w Krakowie bez smoka ani rusz.

21.smok

Opublikowano Blog | Skomentuj

Targi Sztuki Ludowej

 

Wreszcie po prostu targi, a nie festiwal – Festiwal Pierogów skończył się pięć dni temu. Przy okazji: festiwal to impreza artystyczna, często połączona z konkursem, prezentująca utwory i wykonawców z różnych dziedzin sztuki. Kucharz oczywiście może powiedzieć,
że istnieje coś takiego jak sztuka kulinarna, a pieróg jest jej wytworem (może nawet utworem), on sam zaś – wykonawcą (pierogów). No i że podczas festiwalu pierogi są oceniane. Filolog pesymista dodałby, że mogło być gorzej i mogliśmy mieć Pierogi Festival.

Targi Sztuki Ludowej01

Targi Sztuki Ludowej02Targi Sztuki Ludowej03

 

 

 

 

 

 

 

Targi Sztuki Ludowej04Targi Sztuki Ludowej05Targi Sztuki Ludowej06Targi Sztuki Ludowej07

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Skoro o naszym pięknym języku mowa, przychodzi mi na myśl Tadeusz Żeleński-Boy
i jego Pieśń o mowie naszej, jego Abecadło:

 

E
Excytowała Edzia eteryczna Emma,
Iż przewrotnej miłości chce poznać dilemma;
Póty się naprzykrzała, aż wreszcie, znudzony,
Edward ewakuował Emmy edredony.

i jego mistrzowskie rymy:

Gdy się człowiek robi starszy,
Wszystko w nim po trochu parszy-
wieje;
Ceni sobie spokój miły
I czeka, aż całkiem wyły-
sieje.

Co Mistrz powiedziałby, widząc kramy na Rynku?

Posłuchajcie ludkowie,
Co wam dziadek opowie:
Niech nastawi każdy ucha,
Bo to mądra jest psiajucha.

Nic w tym mieście nie było takie, jak gdzie indziej. Pory roku znaczyły się tam obrzędami. Groby, nabożeństwa majowe. Boże Ciało, lajkonik, wianki, pasterka, w ogóle wszelkie uroczystości odgrywały w życiu Krakowa nieproporcjonalnie dużą rolę. Rozwijał się zmysł dekoracyjny. Po rezurekcji we wszystkich salonach rozmawiało się o tym, jak prześlicznie wyglądał biskup Dunajewski z infułą na srebrnych włosach. Mówiło się o nim, jak gdzie indziej o aktorce.

Targi Sztuki Ludowej08

Kawusia, ciastka i pączki,
zapłata z rączki do rączki.

Targi Sztuki Ludowej08a

Targi Sztuki Ludowej08b

Są różne fotografie
I etnografie,
Kamienie, co przetrwały
Z lat dawnej chwały.

Targi Sztuki Ludowej09a

Targi Sztuki Ludowej09c

Targi Sztuki Ludowej09d

Targi Sztuki Ludowej09e

Targi Sztuki Ludowej09f

Targi Sztuki Ludowej09ff

Są także, z ludzkiej łaski,
Jakieś obrazki.

Targi Sztuki Ludowej09g

Targi Sztuki Ludowej09h

Mimo dość tłustego cielska
Była bardzo marzycielska.

Targi Sztuki Ludowej10

Archanioł, co z mieczem stoi
Przy świętym poezji chramie,
Nie wpuszcza piosenki mojej
I mówi: „Pódziesz, ty chamie!”.

Targi Sztuki Ludowej11

Targi Sztuki Ludowej12

Oto jak nas, biednych ludzi,
rzeczywistość ze snu budzi.

Targi Sztuki Ludowej13

Na co człowiek się naraża,
Kiedy ojca ma masarza.

Targi Sztuki Ludowej14

Ale kto ma liczną dziatwę,
Nic mu w życiu nie łatwe.

zakupy mojej corki

Niech tam sobie inne nacje
Zadzierają nosy w górę –
Kraków też ma swoje racje:
Swoją własną ma kulturę!

Tak więc: chytry jest Germanin.
Francuz – sprośny, Włoch namiętny,
A zaś każdy krakowianin
Goły i inteligentny.

Opublikowano Blog | Skomentuj

Rozmowa o „Tylko dzięki miłości” w Radiu Kraków

 

Autorzy są od tego, żeby pisać, prawda? Jednak dzisiaj rządzi marketing. Nie sztuka napisać książkę, sztuką jest ją sprzedać.
Coś w tym jest. W końcu kupuje się tylko te książki, o których się wie, że istnieją.
A ile wspaniałych nam umyka, bo nigdy o nich nie usłyszeliśmy?
W Radiu Kraków w każdy czwartek od 21 do 23 jest audycja Koło kultury. Literatura
i sztuka książki
. Pani redaktor Barbara Gawryluk prezentuje w niej książki i ich autorów. Zaprosiła także mnie – na rozmowę o Tylko dzięki miłości. Więc i ja zapraszam tych,
którzy chcieliby usłyszeć tę rozmowę, w najbliższy czwartek, po godzinie 22
(w Krakowie 101,6 MHz).

 


PS Żałuję, że nie poprosiłam pani redaktor Barbary Gawryluk, żeby w trakcie audycji odtworzyła fragment audiobooka Tylko dzięki miłości. Wreszcie znalazłam czas, by posłuchać całej płyty, i po prostu zakochałam się w głosie pana Sanakiewicza (głos pani Dymnej lubiłam już wcześniej :)).

Opublikowano Blog | Skomentuj

Uroki lata

„Lato, lato, lato czeka,
razem z latem czeka rzeka,
razem z rzeką czeka las,
a tam ciągle nie ma nas”.

Nagrzany słońcem las, pachnący żywicą i grzybami…

02.grzyby02a.grzyby

 

 

 

 

 

 

 

Rzeka z zieloną głębiną na zakręcie i jazem…

03.rzeka

Ogród różowo-biały od floksów i groszków… No i ten zapach…

04.floksy

5.groszki

Kosmate malwy i płomienne nasturcje – jedne z moich ulubionych kwiatków…

6.malwy

7.nasturcje

 

 

 

 

 

 

 

Chodzenie po rannej rosie, spacery wśród łąk i przejażdżki…

10.rosa

11.spacery

 

 

 

 

 

 

 

 

 

12.przejazdzki

Poranne opary nad stawami i letni błękit nieba…

13.opary14.blekit

 

 

 

 

 

 

 

Ołowiane chmury i tęcza po burzy…

15.burza

16.deszcz

17.tecza

Długie zmierzchy, powoli wschodzący księżyc i patrzenie w ogień…

18.zmierzch

19.ksiezyc

20.ognisko

Kopy siana, wylegiwanie się na trawie, czajenie się w malwach…

21.siano

22.wylegiwanie sie

23.czajenie sie

Jajecznica z grzybami, pierogi z borówkami i zupa z kurkami…

24.jajecznica

24a.zupa z kurkami

25.pierogi

A na Kleparzu góry warzyw i owoców…

27a.Kleparz

27b.Kleparz

 

 

 

 

 

 

 

I tylko astry, i szykujące się do odlotu ptaki przypominają, że to już połowa sierpnia…

28.astry

29.ptaki

Cieszmy się latem. Jego koniec zawsze jest niespodziewany.

Opublikowano Blog | Skomentuj

Ach, te tytuły

Nie mam głowy do tytułów. Wiem, nie powinno się zaczynać od negacji. A więc jeszcze raz. Prawda, nie powinno się zaczynać od „a więc”. Nauki mojej polonistki, pani profesor Dzióbowej, poszły w las.

Bywają tytuły, które mnie zachwycają. Z ostatnich choćby Pociąg do życia wiecznego,
Nie wierzę w życie pozaradiowe czy Prawdziwych przyjaciół poznaje się w Bredzie.

Bywają tytuły niepozorne, kryjące wielkość („każda prawdziwa wielkość przedstawia się skromnie”, napisał Sienkiewicz), takie jak Lalka.

Bywają tytuły zapowiadające ucztę, na przykład Saga rodu Forsyte’ów.

Bywają tytuły, przy których każdy redaktor odruchowo sięga po ołówek, na przykład Zamek z piasku, który runął (gramatycznie runął piasek, logicznie – zamek, jednym słowem – zgroza).

Bywają tytuły wyjątkowo trafne, doskonale oddające charakter tekstu, na przykład Trędowata.

Skoro jesteśmy przy Trędowatej :)
Chciałam, by cykl o Zuzannie Hulewicz miał tytuł Zuzanna z Różan i podtytuły:
1. Czarodziejski flet (doskonały tytuł, bo nie mój), 2. Żelazne trzewiki (podoba się tylko mnie) i 3. Biały kamyk, ten z Apokalipsy świętego Jana („Kto ma uszy, niechaj posłyszy, co mówi Duch do Kościołów. Zwycięzcy dam manny ukrytej i dam mu biały kamyk, a na kamyku wypisane imię nowe, którego nikt nie zna oprócz tego, kto [je] otrzymuje”), więc nie dość, że  odpisany, to jeszcze kompletnie niezrozumiały.

Czy naprawdę „Zuzanna z Różan” brzmi jak „Biernat z Lublina”? Chyba jednak tak. Ach, te szkoły, obrzydzające dzieciom czytanie! Pamiętam, jak moja córka bodajże w piątej klasie biedziła się nad Krzyżakami – język stylizowany na archaiczny ją przerósł.

Czasem się zastanawiam, kto zaakceptował tytuł Lalka – dziś dział marketingu pewnie skłoniłby Prusa do zmiany na Jego wielka miłość albo Tęskniąc za Izabelą.

Nie mam głowy do tytułów. Jeszcze żaden, który wymyśliłam, nie ujrzał światła dziennego. Niech choć w ten sposób zostaną upamiętnione :)

 

PS Nadal nie wiem, jak będzie brzmiał tytuł drugiej części cyklu o Zuzannie. Wiem, że na pewno nie „Żelazne trzewiki” i pewnie nie „Przyjdź, jestem sam” ani „Włosy kobiet, zęby lwów” (to z Biblii), ani „Pod rojem gwiazd” (ze Stevensona), ani… Nie mam głowy do tytułów.

PS 2 Może nie powinnam publikować tego postu? Wiadomo, o sobie tylko dobrze.

 

Opublikowano Blog | Skomentuj

Dżem wiśniowy dla początkujących

Pamiętam stary przepis Marii Iwaszkiewicz na powidła śliwkowe, który zaczynał się tak: „Będzie nam potrzebny sad śliwkowy i mąż, który potrafi odróżniać śliwki robaczywe od zdrowych”.
Chętnie też bym tak zaczęła, kto dziś jednak ma wiśniowy sad? No chyba że na półce, stojący obok Wujaszka Wani :)

W czasach cukru żelującego smażenie dżemu jest dziecinnie łatwe.

Trzeba mieć: wiśnie i cukier żelujący, sok z cytryny, trochę zwykłego cukru, słoiczki twist
z zakrętkami, parę wykałaczek, lateksowe rękawiczki, fartuch albo podkoszulek, którego nie szkoda poplamić, i wreszcie dobrą płytę, audiobook albo jakiś problem do przemyślenia.

Na przetwory nie nadają się wiśnie szklanki (jasnoczerwone, z przezroczystym sokiem) – trzeba kupić łutówki (ciemne, z ciemnoróżowym sokiem).

Wiśnie najlepiej kupić na placu (zwanym także targiem, a w dawnym zaborze rosyjskim – bazarem).

1.koszyk wisni

Na początek proponuję kupić półtora kilograma. Wiem, wiem, na placu trudno się powstrzymać i zawsze człowiek kupuje więcej, niż zaplanował. Trzeba jednak pamiętać,
że każdą wiśnię, którą się kupi, musi się wydrylować.

O tym, że istnieją drylownice, przypominam sobie wtedy, gdy wracam z placu do domu
z koszykiem wiśni. I potem jak zwykle dryluję wykałaczką :)

Włączam CD albo przypominam sobie jakąś kwestię, którą muszę przemyśleć, i biorę się do roboty. Takie prace jak smażenie dżemu albo naleśników, robienie pierogów, że o łuskaniu fasoli nie wspomnę, świetnie robią na myślenie.

Wiśnie myję i osączam na sitku. Teraz pora na drylowanie, czyli usuwanie pestek.

Każda wiśnia ma ślad po ogonku.

2.blizna po matce

To właśnie w tym miejscu jest przymocowana pestka. Można ją wyjąć przy użyciu drylownicy, wsuwki do włosów, zagiętego drucika i pewnie jeszcze stu innych rzeczy.
Ja dziś zrobiłam to wykałaczką.

Wkłuwam wykałaczkę przy tej bliźnie po ogonku, kolistym ruchem oddzielam pestkę od miąższu i podważam ją, lekko naciskając wiśnię. Im owoc dojrzalszy, tym pestka łatwiej wychodzi. Trzeba uważać, bo jeśli naciśnie się za mocno, pryska sok. Przy tej operacji niezbędne są rękawiczki i trzeba się starać, by zbytnio nie zmasakrować ciała biednej wiśni.
Po kilku wyjętych pestkach łapie się rytm i okazuje się, że drylowanie jest bardzo łatwe.

Wydrylowane wiśnie od razu wrzucam do szerokiego rondla o grubym dnie.
Potem wsypuję do wiśni 2 łyżki zwykłego cukru, żeby puściły sok, i odstawiam garnek na kilka godzin (minimum dwie).

3.wisnie z sokiem

 

Dodaję sok z połowy cytryny, żeby dżem miał ładny kolor, i podgrzewam powoli, od czasu do czasu delikatnie mieszając (chodzi o to, żeby większa część wiśni została w całości).

4.wisnie

Gdy od zagotowania się wiśni minie pięć minut, odstawiam garnek na parę minut, a potem, cały czas mieszając, wsypuję pół kilo cukru żelującego. Teraz już trzeba mieszać cały czas – przez trzy minut od zagotowania się wiśni. I dżem gotowy.

Cukier żelujący, którego używam, stosuje się w proporcji 3:1, więc najwygodniej jest kupić półtora kilo wiśni i wsypać do nich całe opakowanie (pół kilo) cukru.

Od razu wlewam wrzący dżem do ciepłych (żeby nie pękły) słoiczków, wycieram brzegi, jeśli zabrudziłam je dżemem, silnie zakręcam, na 5 minut odwracam do góry dnem, żeby wieczka lepiej złapały, i już.

5.i gotowe

Z półtora kilograma wiśni wyszło mi osiem słoiczków dżemu.

Kto raz sam zrobił dżem i później w śnieżny zimowy ranek jadł go z chrupiącą grzanką, ten już nigdy nie kupi dżemu w sklepie :)

PS Dla cierpliwych, którzy przeczytali do końca, przepis na dżem z brzoskwiń: brzoskwinie (polskie!) umyć, obrać ze skórki, wyjąć pestki, pokroić w kostkę, wyspać do rondla z łyżką zwykłego cukru, doprowadzić do wrzenia, odstawić na kilka minut, potem cały czas mieszając, wsypać cukier żelujący, znów doprowadzić do wrzenia i gotować 3 minuty. Od wsypania cukru trzeba dżem mieszać cały czas. Wrzącym napełnić słoiczki. Łatwizna.

6.brzoskwinie

7.hyc do garnka

8.i gotowe

 

 

Opublikowano Blog | Skomentuj