„Różany” tom 4: „Bądź przy mnie”

rozany-przekladka-4

Nie było łatwo wczuć się w męski świat, choć pisanie w rodzaju męskim przećwiczyłam już wcześniej, w Tylko dzięki miłości. Bardzo jednak się starałam, tak że aż łapałam się na tym, że prywatne e-maile piszę, używając czasowników rodzaju męskiego :)

Poprosiłam kilku przyjaciół, by krytycznie przeczytali ten tom (gdy przy takich okazjach mówię „bądź bezlitosny”, wcale nie żartuję). Zgłosili kilka poprawek, które wprowadziłam do tekstu, i jak jeden mąż ocenili, że Joachim jest wystarczająco męski i że to najlepszy tom z całego cyklu. Ja też tak myślę – to mój ulubiony.

Jeśli się przyjrzeć otwierającej Bądź przy mnie róży, można w niej zobaczyć streszczenie tego tomu: trzy kwiaty jak trzy kobiety, a jedna z nich ukryta przed światem. Można nawet pójść dalej: pączek uznać za symbol dziecka, którego Joachim pragnął, a wycięty listek za skazę jednej z jego kobiet.

Opublikowano Blog | Skomentuj

„Różany” tom 3: „Tylko dzięki miłości”

 

rozany-przekladka-3

Kompletne wydanie Różan to pięć tomów w dwóch woluminach. Ten drugi wolumin, zawierający tomy 3–5, otwiera rysunek dwóch pączków róż, bo to nie tylko drugi wolumin, ale i drugie życie tej sagi.
Początkowo miało się skończyć na dwóch tomach, cieszyły się jednak tak dużym powodzeniem, że Wydawnictwo Otwarte poprosiło mnie o napisanie dalszego ciągu. Wykorzystałam sytuację i zaplanowałam jeszcze trzy tomy: dwa rozgrywające się wyłącznie w przeszłości, trzeci nawiązujący do dwóch pierwszych, czyli dziejący się współcześnie, przetykany retrospekcjami.

Tylko dzięki miłości kosztowało mnie najwięcej pracy – przejrzałam wszystkie numery „Ilustrowanego Kuryera Codziennego” z lat 1935–1939. Przy pierwszym wydaniu było mi żal każdego wycinka, każdego faktu i zdania, które usuwałam. Teraz bez wahania wyrzuciłam kilkadziesiąt stron i wyszło to książce na dobre.
Pan Andrzej Choczewski, który wtedy przygotował ten tom do wydania, dokonał cudu – gdy inni się poddali, on doprowadził wycinki z przedwojennej prasy do takiego stanu, że można je było zreprodukować w książce.
Ponieważ format jest tym razem większy, można je było powiększyć i da się je swobodnie czytać. Są ważne dla powieści, bo tworzą tło, oddają atmosferę epoki.

Na początku woluminu jest mapa Afryki Północnej i Środkowej. W poprzednim wydaniu była w czwartym tomie, kiedy jednak czytałam trzeci, często na nią patrzyłam i dlatego postanowiłam ją przenieść. Lubię książki, w których jest mapa.

Opublikowano Blog | Skomentuj

„Różany” tom 2: „Wiosna w Różanach”

rozany-przekladka-2

Ten tom jest przez czytelników najgoręcej chwalony. Zgadzam się, że jest lepszy niż pierwszy.
Jak już pisałam, dodałam do tekstu rozdział 15, który wcześniej był na stronie w zakładce Ścinki. Jakie jeszcze zaszły w nim zmiany? Dużo drobnych – usunęłam trochę zbędnych słów, niepotrzebnych zdań, zmieniłam kilka mniej ważnych scen i jedną ważną.
Jedna z mniej ważnych to opis uczuć Zosi w samolocie lądującym w Dubrowniku. Gdy pisałam tę scenę wyobrażałam sobie, że Zosia jest zdenerwowana przed spotkaniem z dziadkiem, którego miała zobaczyć po raz pierwszy w życiu, wydawnictwo jednak opatrzyło ją uwagą, że bohaterka powinna bardziej się bać. Skupiona na walce o ważniejsze rzeczy niż ta scena zmieniłam ją niemal automatycznie. Teraz znów Zosia jest tylko zdenerwowana, bo przecież nie ma powodu panicznie się bać.
Ważna scena to rozmowa Zosi z Leszkiem w rozdziale 49. Wydawało mi się, że wcześniej wystarczająco wiele razy sugerowałam, jaki jest stan uczuć Zosi – kogo naprawdę kocha, nie do końca zdając sobie z tego sprawę. Chyba jednak tylko mi się wydawało, bo kilka osób zwróciło mi uwagę, że nie bardzo rozumie, dlaczego Zosia nie wybrała Leszka. Teraz chyba nie będzie to budziło wątpliwości.

Czytając ten tom, jedna z koleżanek odkryła moją „obsesję majtkową”, z której kompletnie nie zdawałam sobie sprawy. Trochę majtek zniknęło więc z tekstu, choć na przykład w rozdziale 47 zostały. Już nieco mniej jestem podatna na wpływy, gdy chodzi o to, co mam zmienić w tekście :)

W poprzednich wydaniach były tylko dwa ozdobniki dzielące rozdziały na mniejsze części: różyczka i róża wiatrów. W tym wydaniu w każdym tomie jest inny ozdobnik – cztery różyczki, nawiązujące do róży ze strony tytułowej danego tomu, a w 4 tomie, historii Joachima – listek róży.

Rozpoczynająca 2 tom róża jest w pełnym rozkwicie, tak jak ta historia, która ładnie się rozwinęła. I ma pączek, jak zapowiedź naszego ulubionego ciągu dalszego :)

Opublikowano Blog | Skomentuj

„Różany” tom 1: „Droga do Różan”

 

rozany-przekladka-1

 

Napisałam tę książkę w 2009 roku i wysłałam do Wydawnictwa Otwartego, do jego poczty literackiej, przeznaczonej dla początkujących autorów. Jakieś pół roku później dostałam wiadomość, że tekst się spodobał, choć wymaga zmian i dopracowania.
Po długiej rozmowie z redaktor Marią Kulą przemyślałam spisaną historię i poprawiłam ją w wielu miejscach. Pierwsze wydanie Drogi do Różan ukazało się w 2012 roku.

Dziś, z perspektywy siedmiu lat, widzę, że poprawek było za mało :) Przygotowując nowe wydanie pięciu tomów Różan, po raz pierwszy przeczytałam wszystkie części jedną po drugiej, bez przerw, i uznałam, że ten pierwszy tom – choć wiele osób go pochwaliło – jest najsłabszy z całej serii. Trudno się dziwić, nie miałam ani odwagi, ani doświadczenia.
W nowym wydaniu jest według mnie lepszy – trochę skrócony, z gruntownie przerobionymi kilkoma scenami. W rozdziale 10, który zamieściłam w zakładce „Poczytaj”, jest na przykład scena erotyczna stworzona niemal od nowa. Przy tej dawnej koleżanka mi napisała: „Nawet jej nie pocałował? Jestem oburzona!”.

Moje pisanie jest także zabawą literacką. Kiedyś „Gazeta Wyborcza” publikowała zagadki – teksty skompilowane ze zdań wziętych z rozmaitych powieści. Trzeba było odgadnąć ich autorów. Rozwiązywałam te zagadki razem z moją córką, także zagorzałą czytelniczką, i raz nawet dostałyśmy nagrodę – paczkę książek.
W tekście wszystkich tomów są rozsiane drobne kryptocytaty. Na przykład rozdział 10 zaczyna się od zdania: „Była pierwsza w nocy, gdy dojechał do Różan”. W pierwotnej wersji był to dosłowny cytat fragmentu zdania rozpoczynającego Rodzinę Połanieckich: „Była godzina pierwsza po północy…”, ale jedna z redaktorek uznała, że to źle brzmi, i poprawiła (nie zdradziłam, że to Sienkiewicz). Tak jak Połaniecki przyjechał do Krzemienia po pieniądze, tak samo Krzysztof przyjeżdża do Różan, by odzyskać stary dług.
Pewna scena jest wzorowana na scenie opisanej przez Galsworthy’ego – myślę, że jego miłośnicy łatwo odgadną która. Są też nawiązania do Miłosza, Prusa, Iwaszkiewicza, Dąbrowskiej i innych autorów, których lubię i których zdania mam w pamięci.

Roboczy tytuł tomu brzmiał „Mężczyzna, który pozwalał się kochać”, bo w pierwszej jego wersji było więcej o Krzysztofie i Zosi. Kiedy wysyłałam tekst do wydawnictwa, zaproponowałam tytuł „Za blisko”. Nie spodobał się i książka miała się ukazać jako „Sekrety róż”. Żartowałam wtedy, że sprzedaż będzie większa, bo stanie nie tylko na półce z powieściami, także wśród poradników ogrodniczych.

Nowe wydanie zostało opracowane przez niezwykle utalentowaną graficzkę Basię Widłak. Basia zaprojektowała piękne okładki, karty tytułowe, ilustracje, ozdobniki, mapy, paginy.
Na stronach tytułowych królują róże ze starego zielnika. W pierwszym tomie jeden pąk – jako zapowiedź rozwijającej się historii.

Opublikowano Blog | Skomentuj

Dynia

 

Listopad nie należy do bardzo lubianych miesięcy. Właściwie dlaczego? Pewnie, że dzień krótszy, słońca mniej, daleko od wakacji i do świąt. Jednak obdarza nas tak pięknymi dniami, jak dzisiejszy, zmierzchy są cudne, a świeże orzechy najlepsze na świecie.

01-dynia02-dynia

Kilka dni temu patrzyłam na niezwykły Księżyc, który był bardziej złoty, niż na moim zdjęciu, i przypominał dorodną dynię.

03-dynia04-dynia05-dynia

Dynia! Wspaniałe warzywo! Nie przychodzi mi na myśl żadne inne, które u nas rośnie i ma tak wszechstronne zastosowanie – z miąższu można zrobić zupę, drugie danie i deser, pestki są pyszne, a do tego zdrowe (co nie zawsze chodzi w parze), łupina – wiadomo, bez niej nie byłoby Halloween.

06-dynia

Przepis na zupę z dyni
W wysokim garnku zeszklić na maśle posiekany ząbek czosnku i małą drobno posiekaną cebulę, dodać obraną dynię pokrojoną w kostkę i lekko obsmażyć. Dodać trochę curry, wymieszać i dusić jeszcze 5–10 minut. Wlać rosół lub wywar z warzyw (litr na pół kilo dyni) i gotować do miękkości. Przestudzić, zmiksować i doprawić solą, białym pieprzem i ew. ostrą papryką.
Taką zupę najbardziej lubię bez żadnych dodatków, ale pasują do niej grzanki i groszek ptysiowy.

Z miąższu dyni można też zrobić placki. Robi się je tak samo jak ziemniaczane, tzn. dynię trzeba zetrzeć na tarce, dodać przesmażoną cebulę, trochę mąki ziemniaczanej, jajko, sól i pieprz i smażyć na gorącym oleju.

07-dynia08-dynia

Przepisu na ciasto z dyni nie podam, choć bardzo je lubię. Nigdy go nie robiłam, bo moja córka piecze tak pyszne, że nawet mi nie przychodzi do głowy z nią konkurować.
Tak samo nie umiem wycinać dyni, ale i w tym celuje Kasia i dzięki niej nasz dom ma odpowiedni halloweenowy wygląd. Fajnie jest mieć córkę :)

09-dynia10-dynia

Opublikowano Blog | Skomentuj

„Różany”

ulotka-rozany-1

ulotka-rozany-2

 

Opublikowano Blog | Skomentuj

Ścinki

 

Ze strony znikła zakładka Ścinki. Mam nadzieję, że nikt, kto zamieścił w niej swój komentarz, nie poczuje się urażony.
Był w niej fragment „Wiosny w Różanach”, który Wydawnictwo Otwarte kazało mi usunąć z tekstu. Tak, słowo „kazało” jest tu odpowiednie.

Od wielu lat pracuję jako redaktorka i niejedno mogłabym powiedzieć o wydawniczej kuchni. Sprawy innych autorów są naturalnie tajemnicą zawodową, mogę jednak napisać o czymś, co dotyczy mnie.
Gdy chodzi o moje teksty, na proces wydawniczy patrzę z dwóch stron – jako redaktorka i jako autorka. Dlatego dobrze rozumiem racje redaktorów, którzy czasem z ogromnym wysiłkiem przedzierają się przez teksty, pracowicie je poprawiają oraz spisują pomysły na ich ulepszenie, a od niektórych autorów (na szczęście nielicznych) dostają w odpowiedzi – w najlepszym razie – krótkie „nie”.
A w najgorszym? Ja zaliczyłam jedną wypowiedzianą bardzo serio groźbę („Zabiję panią”) oraz odesłany przez autora maszynopis ze zredagowanym tekstem (działo się to w czasach przedkomputerowych) podarty, pokreślony i podeptany brudnymi butami (świadomość, że autor od czasu do czasu bywał w Tworkach, nieco zmniejszyła moją gorycz).

Jeśli autor jest znany, może żądać i wymagać. Mniej znany negocjuje, debiutant z reguły jest zdany na łaskę i niełaskę wydawnictwa.
Gdy napisałam „Okruch wody” (wydawnictwo zmieniło tytuł na „Wiosna w Różanach”), jedna z redaktorek po przeczytaniu tekstu przysłała mi listę dziesięciu zmian, które miałam wprowadzić. Przeczytałam ją wiele razy i dogłębnie przemyślałam. Wiem przecież z doświadczenia, że redaktorom zależy na jakości tekstu co najmniej tak samo jak ich autorom i że autorzy upierają się czasem, by zostawić w tekście rzeczy ewidentnie go psujące.

Gdy jednak przeanalizowałam listę zmian, zrozumiałam, że chodzi o zmianę atmosfery książki na bardziej optymistyczną, radosną. Kazano mi bowiem usunąć rozdział z dziennikiem Zuzanny opisującym jej życie nauczycielki w wiejskiej szkole oraz skrócić fragmenty o przeżyciach Zosi w szpitalu i po powrocie do pustego domu.
Chodziło także o uczynienie z Zosi bohaterki bez skazy – temu miało służyć wyrzucenie rozdziału o wyjeździe z Erykiem do Łomnicy i wątku jej krótkiego romansu z Leszkiem Lackowskim.
Na liście była jeszcze rozmowa Marianny z proboszczem o dziecku, które straciła Zosia.

Wiedziałam, że nie obronię wszystkich elementów. Postanowiłam poświęcić Mariannę i proboszcza, a o resztę walczyć. Negocjacje nie były łatwe, wygrałam jednak w stosunku 9:1, choć wcale nie czułam się zwycięzcą.
Żal mi było wyrzuconego rozdziału, dlatego postanowiłam zamieścić go na swojej stronie.
Opinie o nim były rozmaite – jednym się podobał, innym nie. Po kilku latach pisania i bardzo wielu latach redagowania dobrze jednak wiem, że to, co jedni czytelnicy najgoręcej chwalą, inni najbardziej krytykują.
Dlaczego więc usunęłam go ze strony?
Bo włączyłam ten rozdział do nowego wydania cyklu o Różanach. Od teraz będzie częścią „Wiosny w Różanach”, tak jak od początku miało być.

Tak, będzie nowe wydanie wszystkich pięciu tomów pod wspólnym tytułem „Różany”. Napiszę o nim wkrótce :)

bogna

Opublikowano Blog | 1 komentarz

Tajemnicza Maryja

 

01-obraz-danuty-glikobraz Danuty Glik, Targi Sztuki Ludowej w Krakowie, sierpień 2016

Gdzie urodziła się Maryja i czyim była dzieckiem?
W kolędzie Dzisiaj w Betlejem powinniśmy śpiewać „a Józef stary” czy „a Józef święty”? Ile właściwie lat miał Józef w chwili ślubu z Maryją?
Dlaczego rysunek Raczkowskiego przedstawiający świętego z podbitym okiem, który mówi: „Myślałem, że skoro można dyskutować o dogmatach, to o niepokalanym poczęciu też” i w odpowiedzi słyszy od anioła: „Ależ oczywiście, mój drogi. Ale nie z Józefem”, nie ma sensu?
Co działo się z Maryją między zwiastowaniem a śmiercią Jezusa?
Gdzie, kiedy i jak umarła?
Na większość tych pytań nie znamy odpowiedzi. To zaskakujące, jak mało wiemy o Miriam z Nazaretu.

02-obraz-danuty-glikobraz Danuty Glik, Targi Sztuki Ludowej w Krakowie, sierpień 2016

Według encyklopedii PWN Maria, Maryja, Matka Boża, Bogurodzica, Najświętsza Maria Panna, urodziła się przed 20 rokiem p.n.e., między 8 a 7 rokiem p.n.e. powiła Jezusa Chrystusa, po 30 roku n.e., według późniejszej tradycji, zmarła bądź „zasnęła” w Efezie. Notka biograficzna jest wyjątkowo skąpa, za to artykuły o kulcie Matki Bożej i o Maryi w sztuce są bardzo obszerne.

03-mb

Hans Memling, Matka Boska karmiąca Dzieciątko
olej na desce, Museum Mayer van den Bergh w Antwerpii
Obraz jest typowy dla twórczości Memlinga, słynnego malarza działającego w Brugii, który realizował przede wszystkim zlecenia prywatne na dzieła o niewielkim formacie. Wykazuje charakterystyczne dla artysty cechy: miękkość, delikatność, stonowaną kolorystykę i emocjonalne wyciszenie*.

W Nowym Testamencie Maryja pojawia się rzadko – po raz pierwszy w scenie zwiastowania. Poznajemy więc Maryję jako kobietę, żonę Józefa. Skąd jednak pochodziła? Czyim była dzieckiem?
Jak pisze Paweł F. Nowakowski w książce Maryja. Biografia Matki Bożej (Znak, Kraków 2014), mariologia czerpie wiedzę na ten temat z Protoewangelii Jakuba. Według tego apokryfu ojciec Maryi miał na imię Joachim, był człowiekiem bardzo zamożnym, nie miał jednak dzieci. I jak w scenie zwiastowania, jego żonie Annie ukazał się anioł i oznajmił, że jej modlitwy zostały wysłuchane: „Poczniesz i porodzisz, a potomstwo twoje będzie przepowiadane po całej ziemi”.
Według tradycji – bo nic pewnego na ten temat nie wiemy – Maryja urodziła się w Jerozolimie. Ponieważ jej matka obiecała, że jeśli urodzi dziecko, to przeznaczy je na służbę Bogu, trzyletnia dziewczynka została w uroczystej procesji odprowadzona do jerozolimskiej Świątyni, gdzie spędziła następne dziewięć lat. O nich też nic nie wiemy.

Jak to się stało, że wyszła za mąż za Józefa? Jak się poznali? Czy połączyło ich uczucie, czy było to typowe małżeństwo aranżowane? Ewangeliści nic o tym nie piszą, za to barwną opowieść można znaleźć w Protoewangelii Jakuba.
Gdy Maryja skończyła dwanaście lat i kapłani rozmyślali o jej dalszym losie (przepisy dotyczące nieczystości rytualnej kobiet powodowały, że jej ewentualna menstruacja groziła nieczystością całemu otoczeniu i każdej osobie, która by się z nią zetknęła), arcykapłanowi ukazał się anioł, który kazał mu wezwać wszystkich wdowców. Każdy miał przynieść z sobą różdżkę. Arcykapłan zebrał je, wszedł do Świątyni i się modlił, potem zaś oddał je mężczyznom. I wtedy z różdżki Józefa wyleciała gołąbka i usiadła mu na głowie.
W niektórych apokryfach jest nieco inna wersja tej historii. Arcykapłan zwrócił mężczyznom gałązki, lecz żaden znak się nie pojawił. Dopiero potem się okazało, że na wezwanie nie mógł się stawić jeden wdowiec – Józef. Gdy przyszedł do Świątyni z różdżką, usiadła na niej gołąbka, wskazując, że to właśnie on ma wziąć pod opiekę Maryję.

mb-04

Malarz nowogrodzki, Matka Boska Eleusa
tempera na desce, Palazzo Leoni Montanari w Vicenzie
Ikona (…) prezentuje ujęcie schematu Matki Boskiej Eleusy, rozpowszechnione w sztuce bizantyńskiej od XVI stulecia (…). Wyróżnia się ono gestem Dzieciątka, obejmującego prawym ramieniem szyję Matki i dotykającego dłonią złotej bordiury jej maforionu. Czułość Marii, przytulającej Jezusa do swego policzka, spotyka się więc w tej ikonie z Jego wyrazistą odpowiedzią. (…) Ikona wyróżnia się płynnie kreślonym konturem, swobodnym nakładaniem rozległych plam barwnych i powściągliwą, ale zarazem czytelną ekspresją mimiki i gestów, nadającą temu dziełu poetycki, lekko nostalgiczny nastrój. Obecność w ikonie Eleusy takich rozwiązań, wprowadzonych do sztuki ruskiej przez Andrieja Rublowa i rozpowszechnionych przez Dionizego, pozwala przyjąć, że dzieło to powstało najprawdopodobniej w ostatniej ćwierci XV wieku.

To pewnie z apokryfów wzięło się przekonanie, że Józef był stary. Autor Protoewangelii Jakuba wkłada mu w usta zdanie: „Mam synów, jestem starcem”. Jak pisze Nowakowski, „najpewniej miało to na celu obronę dziewictwa Maryi i Dziewiczego Poczęcia Jezusa, które podważano w środowiskach pogańskich i żydowskich”. Ewangeliści o wieku nowożeńców nie wspominają.
(Niepokalane Poczęcie, ogłoszone w 1854 roku jako dogmat przez Piusa IX w bulli Ineffabilis Deus, czyli poczęcie Maryi wolnej od grzechu pierworodnego, trzeba odróżniać od Dziewiczego Poczęcia Jezusa).

mb-05Donatello, Matka Boska z Dzieciątkiem
rzeźba z terakoty polichromowana temperą, Musei Civici Fiorentini – Museo Stefano Bardini we Florencji
O wysokiej klasie rzeźby decyduje bardzo poprawne oddanie anatomii Dzieciątka, szlachetny wyraz szczupłej twarzy Marii i elegancja jej smukłych dłoni, a także wykorzystanie układu maforionu i płaszcza Bogurodzicy, udrapowanych w gęste, miękkie fałdy wykorzystane do zunifikowania kompozycji grupy w zarysie trójkąta. Układ reliefu nawiązuje do schematu Matki Boskiej Czułej poprzez gest przytulenia policzka Marii do głowy Dzieciątka. Bogurodzica nie wpatruje się jednak w twarz Chrystusa, ale kieruje przed siebie smutne spojrzenie, w którym badacze dopatrują się wyrazu przeczucia Męki Syna. Taką interpretację uzasadnia dodatkowo jabłko, podtrzymywane przez Matkę Boską w prawej dłoni, sugerujące, że jest ona Nową Ewą, która, aby usunąć skutki uczestnictwa pramatki w grzechu Adama, musi stać się współuczestniczką zbawczych cierpień Chrystusa.

Ani ewangeliści, ani żaden z apokryfów nie opisują ślubu Józefa i Maryi. Święty Mateusz (1, 18) pisze: „Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak. Po zaślubinach Matki Jego, Maryi, z Józefem, wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego”.
Jak wyjaśnia Nowakowski, „ślub żydowski składał się z dwóch części, oddalonych od siebie w czasie. Najpierw pan młody uzyskiwał zgodę ojca panny młodej na jej poślubienie. (…) Wówczas zaślubiny rozpoczynały się w bardzo praktyczny sposób. Albo pan młody dokonywał wykupienia panny młodej wprost, za pieniądze, albo dochodziło między nimi do stosunku płciowego. (…) Zamieszkanie wspólne było dopełnieniem ślubu, jego drugą częścią. Czas, jaki mógł upłynąć między pierwszym a drugim etapem zawarcia małżeństwa, określono ostatecznie w Talmudzie jako nie dłuższy niż dwanaście miesięcy”.

Jak wyglądała rozmowa Maryi z Józefem, gdy się okazało, że jest w ciąży? Nie mieszkali jeszcze razem i wiedział, że dziecko nie jest jego. Musiała opowiedzieć mu o zwiastowaniu, a on nie uwierzył i „zamierzał oddalić Ją potajemnie” (Mt 1, 19). Okropna historia. Nie wierzył w zapewnienia żony, uwierzył dopiero aniołowi, który ukazał mu się we śnie.

mb-06Malarz marchijski, Matka Boska orędowniczka dusz czyśćcowych
olej na desce, Museo d’Arte „Costantino Barbella” w Chieti
Obraz datowany inskrypcją na rok 1498 (…) ukazuje olbrzymią postać Matki Boskiej z Dzieciątkiem, stojącą pośrodku czyśćca wyobrażonego jako wielkie błotniste bajoro otoczone ponurymi skalistymi wzgórzami (…). Maleńkie nagie dusze, pogrążone po piersi w błocie, zwracają się ku Marii ze złożonymi rękami, prosząc o ulżenie w cierpieniach. Ta w odpowiedzi na ich prośby zrasza je i orzeźwia mlekiem ze swoich piersi, rozlewanym na podobieństwo białych promieni.

Potem były trudy ciąży (nie jest to fizycznie przyjemny stan) i tuż przed rozwiązaniem podróż do Betlejem. Bardzo przemawia do mnie wyjaśnienie Nowakowskiego, czemu Maryi i Józefa nie przyjęto do żadnej gospody.
„Kobieta, która urodziła syna, uznawana była za nieczystą przez siedem dni (…). Jeśli urodziła się córka, okres ten wydłużał się do dwóch tygodni”. W tym czasie nieczyste było wszystko, czego dotknęła. „Znając przepisy dotyczące nieczystości rytualnej kobiet, (…) łatwo sobie wyobrazić powód zamknięcia drzwi przed podróżującą parą spodziewającą się rychłego rozwiązania. Dla każdego człowieka prowadzącego wówczas w Judei gospodę przyjęcie pod dach kobiety w takim momencie oznaczało ryzyko utraty zarobku na kolejne dni”.

Nie zgadzam się za to z jego rozumieniem sceny na weselu w Kanie Galilejskiej. Nie widzę w niej piękna ani miłości.
„A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa mówi do Niego: «Nie mają już wina». Jezus Jej odpowiedział: «Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? Czyż jeszcze nie nadeszła godzina moja?»” (J 2, 3–4). Zawsze ściska mi się serce, gdy słyszę lub czytam ten fragment.
Tymczasem i w książce, i potem w „Gościu Niedzielnym” (51/2014) Nowakowski tak mówi o stosunku Syna do Matki: „Punktem przełomowym jest w nich wesele w Kanie Galilejskiej. Tam jest pokazana piękna dynamika między Matką a Synem. On robi to, o co Ona prosi, bo Ją kocha, ale jednocześnie daje do zrozumienia, że już nie jest pod Jej władzą rodzicielską. Złożona, bogata scena”.

Zdarzenia tworzące tajemnice radosne w różańcu – zwiastowanie, nawiedzenie świętej Elżbiety, narodzenie Jezusa, ofiarowanie Go i odnalezienie wśród uczonych w świątyni – nie są tak do końca radosne, większość łączy się z bólem, niepewnością, strachem.
Tak, Maryja nie miała łatwego życia. Czy patrząc na śmierć syna w męczarniach, można się pocieszyć myślą, że obiecał zmartwychwstać?

Nie wiadomo, gdzie umarła Maryja. Z Ewangelii wiemy, że święty Jan, „wziął Ją do siebie” (J 19, 27). Być może była jego towarzyszką w podróżach apostolskich. Zgodnie z tradycją, umarła w Efezie.
W apokryfie Transitus Józef z Arymatei umieszcza Maryję na Syjonie. Jak pisze Nowakowski: „Tam, w dwa lata od Wniebowstąpienia Jezusa, zostaje nawiedzona przez anioła Pańskiego podczas modlitwy i powiadomiona o tym, że zbliża się kres Jej życia, aby mogła się do tego przygotować. W niedzielę o godzinie trzeciej Chrystus wraz z aniołami zstępuje z nieba, by przyjąć duszę Maryi. Apostołowie zaś postanawiają pochować Jej ciało. Przygotowawszy je, przenoszą do Doliny Jozafata, gdzie przygotowano grób. Nie obyło się przy tym bez kłopotów ze strony żydowskich mieszkańców miasta, którzy starali się utrudnić ten pogrzeb. Po złożeniu ciała do grobu nad grobem pojawia się nagła oślepiająca jasność, w reakcji na co zebrani tam uczniowie padają na twarz. Wówczas ciało Maryi zostaje wzięte do nieba przez aniołów”.

mb-07Warsztat flamandzki na podstawie obrazu Petera Paula Rubensa Wniebowzięcie Marii
gobelin, Museo Diocesano „Mons. Cesare Recanatini” w Ankonie
Arras (…) został wykonany we Flandrii w drugiej ćwierci XVII wieku i zakupiony za 500 skudów do kościoła San Marco del SS. Sacramento w Ankonie przez tamtejsze Bractwo Najświętszego Sakramentu. Arras eksponowano wyłącznie w uroczystość Wniebowzięcia Marii. Przez pozostałe dni w roku leżał schowany w zakrystyjnej szafie, dzięki czemu jego barwy zachowały się w bardzo dobrym stanie do naszych czasów. Scenę Wniebowzięcia Rubens obrazował, opierając się na tekście Złotej legendy Jakuba de Voragine, z której wywodzi się przedstawienie apostołów zgromadzonych wokół wypełnionego kwiatami sarkofagu.

Jak wyglądała Maryja? Nie ma na ten temat żadnych przekazów i nie wiemy, czy była piękna, taka jak podczas objawień.
Na wystawie Maria Mater Misericordiae w Muzeum Narodowym jest przedstawiana jako słodka, niezwykłej piękności dziewczyna, jako stara kobieta w białej podwice, jako dojrzała kobieta o oczach w kształcie migdała i zrośniętych brwiach.

mbMalarz italo-bizantyński, Matka Boska karmiąca Dzieciątko
tempera na desce, Museo dell’Abbazia di Montevergine w Mercogliano
Obraz z Montevergine, datowany na drugą połowę XIII wieku, prezentuje wyjątkowe połączenie typu Matki Boskiej Królowej (Maria Regina) i Marii karmiącej Dzieciątko piersią (Virgo Lactans). Matka Boska w typie Maria Regina, w koronie i strojnych szatach naszywanych szlachetnymi kamieniami, jest wywodzona z tradycji bizantyńskiej (…). Po soborze trydenckim niektórzy pisarze kościelni krytykowali ukazywanie nagiej piersi Marii jako niestosowne, co znacznie ograniczyło wykonywanie obrazów ukazujących Virginem Lactantem.

Tuli Dzieciątko, karmi je, tronuje w chwale, osłania ludzi płaszczem, przegania kijem diabła, opłakuje Syna zdjętego z krzyża, modli się ze złożonymi dłońmi lub w postawie orantki.

mb-08Rzeźbiarz gdański, Madonna szafkowa
rzeźba w drewnie, polichromowana temperą i złocona, Muzeum Diecezjalne w Pelplinie
Rzeźba z kościoła pw. św. Katarzyny Aleksandryjskiej w Klonówce wykazuje podobieństwo do figury w zbiorach Germanisches Nationalmuseum w Norymberdze, wiązanej z gdańską pracownią Mistrza Madonny w Osicach, działającą pod koniec XIV wieku. (…) Figura zamknięta prezentuje klasyczną formułę Matki Boga tronującej, z Dzieciątkiem na kolanach i ukazującej widzowi wcielone Słowo Boże. Jabłko w dłoni przypomina o grzechu pierworodnym w raju i charakteryzuje Marię jako Nową Ewę w myśl przekonania, że śmierć przyszła na świat przez Ewę, a życie i zbawienie przez Marię. Po otwarciu rzeźba staje się wizerunkiem w typie Matris Misericordiae, który podkreśla miłosierdzie Matki Jezusa rozchylającej płaszcz, aby ochronić wiernych uciekających się pod jej opiekę. Wśród czcicieli Matki Boskiej, obejmujących przedstawicieli różnych stanów i grup społecznych, zwraca uwagę ukazany na pierwszym planie Krzyżak. (…) Młode dziewczyny w koronach na głowach można interpretować jako szczególną grupę naśladowczyń Marii – dziewic. Wewnątrz figury przechowywane jest, jak Hostia w tabernakulum, przedstawienie Boga Ojca z Chrystusem w typie Tronu Łaski, co trzeba odnosić do dogmatu o Wcieleniu Chrystusa.
mb-09Barnaba da Modena, Maria Matka Miłosierdzia
tempera na desce, kościół Santa Maria dei Servi w Genui
Obraz został zamówiony przed bractwo miłosierdzia nazywane Consortia dei Forestieri, działające przy kościele Serwitów w Genui, jako wotum za oddalenie od tego miasta epidemii w 1372 roku. Wykonanie dzieła powierzono najbardziej wziętemu wówczas genueńskiemu malarzowi Barnabie da Modena, który wywiązał się z tego zadania pomiędzy rokiem 1375 a 1376. Obraz, umieszczony w ołtarzu brackim, zasłynął cudami, był nawiedzany przez rzesze pielgrzymów, a w czasie morowego powietrza odprawiano przed nim modły z udziałem władz Republiki Genueńskiej. (…) Obraz, namalowany w hieratycznych, a zarazem bardzo dekoracyjnych formach maniera greca, charakterystycznych dla Barnaby da Modena, ukazuje Matkę Boską Miłosierdzia w wariancie Matris Omnium, to znaczy osłaniającej swoim błękitnym płaszczem, modelowanym złotymi szrafunkami, ludzi obojga płci i wszystkich stanów. (…) Ponad rozłożonymi ramionami i głową Matki Boskiej unoszą się anioły, wystrzeliwujące z łuku strzały gniewu Bożego, które symbolizują morowe powietrze, zesłane na ludzi jako kara za ich grzechy. Pociski te nie dosięgają jednak wiernych powierzających się opiece Marii, ale łamią się na jej płaszczu.
mb-10Francisco de Zurbaran y Salazar, Matka Boska Różańcowa adorowana przez kartuzów
olej na płótnie, Fundacja im. Raczyńskich przy Muzeum Narodowym w Poznaniu
Wyobrażenie Matki Boskiej Różańcowej powstało w cyklu dwudziestu dwóch płócien namalowanych przez Zurbarana dla klasztoru Kartuzow w Jerez de la Frontera w latach 1638–1639. (…) Monumentalna kompozycja ukazuje w górnej, niebiańskiej strefie obrazu tronującą Matkę Boską przedstawioną jako Królową Nieba i Ziemi, a zarazem opiekunkę założonej w 1475 roku Kartuzji Obrony Matki Boskiej w Jerez. Na kolanach Madonny stoi Dzieciątko Jezus – Salvator Mundi, opierające się o błękitną sferę symbolizującą wszechświat. Maria, ubrana w różową suknię i błękitny płaszcz, ma na głowie wieniec z róż, z nałożoną na nie koroną cesarską. W prawej ręce trzyma różaniec, podawany jej na tacy przez aniołka. W dolnej strefie obrazu, potraktowanej jako przestrzeń realna, oddzielonej od Madonny schodami pokrytymi wzorzystym dywanem przysypanym kwiatami, klęczą po obu stronach kartuzi, zwracając się w modlitewnym skupieniu ku Marii. Artysta przedstawił tu wizerunki konkretnych przedstawicieli zakonu.
mb-011Sassoferrato, właśc. Giovanni Battista Salvi, Matka Boska Bolesna modląca się
olej na płótnie, Pinacoteca Civica w Cesenie
Obraz (…) jest uznawany za najlepsze warsztatowo przestawienie Matki Boskiej Bolesnej pędzla Salviego. (…) Dzieło przedstawia Marię na ciemnym tle w ujęciu popiersiowym, zwróconą frontalnie w stronę widza. Zasadniczym celem obrazu jest poruszające, a zarazem powściągliwe oddanie bólu i cierpienia Matki Boskiej, związanego z jej współuczestnictwem w Męce Syna. Z dramatycznymi przeżyciami Marii, sygnalizowanymi gestem załamania rąk i charakterystycznym przechyleniem głowy, współgrają ciemne barwy jej granatowych i fioletowych szat.
mb-017Warsztat sycylijski, Matka Boska Orantka
mozaika, Museo Diocesano w Palermo
Matka Boska, ukazana w półfigurze na złotym mozaikowym tle, zwrócona jest w prawo z dłońmi uniesionymi w geście modlitewnym. Ubrana jest w purpurową suknię i szafirowy maforion, lamowane złotem, oraz czepiec szczelnie okrywający włosy. (…) Ze względu na charakterystyczną pozę i gest Matki Boskiej przedstawienie to zwykle identyfikowane jest z bizantyńskim typem Hagiosoritissy, znanym od XI wieku (…). Ujęcie Matki Boskiej zastosowane w mozaice z Palermo jest również charakterystyczne dla tematu Deesis, podobnie rozpowszechniającego się w sztuce bizantyńskiej od wieku XI. Mozaikowe panneau z Palermo wykazuje cechy stylistyczne charakterystyczne dla bizantyńskiego malarstwa epoki Komnenów (XII w.): typ fizjonomii o wyrazistych, migdałowokształtnych oczach, wąskim, długim nosie i miękko zarysowanym podbródku, linearno-płaszczyznowe kształtowanie sylwetki i fałdów szat oraz piękną, nasyconą kolorystykę.

Wystawa została zorganizowana z okazji Światowych Dni Młodzieży. Dni się skończyły, miejsca po namiotach rozbitych koło kościołów prawie już zarosły trawą, została nam jednak jeszcze na jakiś czas ta wystawa oraz duch młodości, którym nasiąkł wtedy Kraków – radości życia, wiary i swobody.

*Zdjęcia i opisy obrazów pochodzą z katalogu towarzyszącego wystawie Maria Mater Misericordiae w Muzeum Narodowym w Krakowie, Nowy Gmach, wystawa czynna do 9 października 2016

Opublikowano Blog | Skomentuj

Węgrzy i kantorzy na Kazimierzu

 

01.FKZ 2016

Przed chwilą na Szerokiej skończył się koncert finałowy 26 Festiwalu Kultury Żydowskiej. Pamiętam finały na Kazimierzu w ulewnym deszczu, w zimnie (bez czapki i rękawiczek było ciężko) albo w takim upale, że tort urodzinowy mojej córki rozpuszczał się w oczach. Dziś, po gorącym dniu, zanosi się na burzę.
Jaki był ten festiwal? Według mojej siostry, która się na tym zna i nie opuściła ani jednego festiwalu, najlepszy był koncert Franka Londona, który w tym roku wystąpił z Glass House Orchestra.

02.Frank London

Tak, to był dobry koncert. Żywiołowy, świeży, ciekawy. Frank London w doskonałej formie, do tego wspaniały wokal Ediny Szirtes Mókus oraz niezwykły Béla Ágoston, który zmieniał instrumenty dęte jak rękawiczki i swobodnie przerzucał się z saksofonu na flet i z rogu na dudy.
03.Glass House Orchestra04.Bela Agoston05.Dudy

Każdy, kto ucząc się na pamięć koncertu Jankiela z Pana Tadeusza, miał przed oczami dziecięce cymbałki zabawkę, powinien tam być i zobaczyć prawdziwe cymbały.

06.Cymbały

Byłam też na koncercie inauguracyjnym, bo dostałam zaproszenie. Zawsze jestem ciekawa, kto kupuje bilety w absurdalnej cenie 200 zł, skoro połowa koncertu to przemówienia, podziękowania i hołdy składane sponsorom. Po przerwie, gdy oficjele będący tam tylko z obowiązku ulatniają się i zwalniają najlepsze miejsca, można usiąść i posłuchać tego, po co się przyszło – śpiewu. Nawiasem mówiąc, prezydent Majchrowski siedział do końca, choć podobno potężnie ziewał, co było widać w transmisji internetowej.

07.Prezydent Majchrowski

Oba koncerty – Franka Londona i inauguracyjny koncert kantorów – były w synagodze Tempel na Miodowej. Jej mauretański wystrój dobrze się prezentuje w sztucznym świetle.

08.Synagoga Tempel09.Babiniec
Jako miejsce koncertu Tempel sprawdza się tak sobie. Akustyka jest średnia, a wentylacja zła i w środku zwykle jest duszno. Ławki są niewygodne, a krzesła jeszcze mniej. Kolumny, głośniki i rozmaite urządzenia zasłaniają śpiewaków, miejsca nie są numerowane i najlepsze rezerwuje się dla VIP-ów, a ponieważ babiniec jest w remoncie, podczas pierwszej części koncertu inauguracyjnego dużo osób musiało stać.

10.Synagoga Tempel

Dlaczego więc poszłam na koncert? Dla Benziona Millera, mojego ulubionego kantora.

11.Benzion Miller

Kilka lat temu śpiewał na schodach synagogi Izaaka. Jego głos niósł się po całym Kazimierzu. Miałam wrażenie, że słuchają go nie tylko zebrani tłumnie ludzie, ale także domy i bruki, i duchy dawnych mieszkańców.
Teraz, no cóż… Głos niestety też się starzeje.
Nigdy za to nie zawodzi chór Wielkiej Synagogi w Jerozolimie.

12.Chór Wielkiej Synagogi w Jerozolimie


13.Yaakov Lemmer i Avraham Kirshenbaum

14.Trzej kantorzy

Na tydzień Kazimierz się zmienia. Oczywiście nie ubywa kawiarni, restauracji, piwiarni, lodziarni, pierogarni itp. (czasem mam wrażenie, że w każdym domu jest coś takiego) i mieszkańcy mają równie ciężkie życie (mieszkałam kiedyś na Kazimierzu i z ogromną ulgą się wyprowadziłam), ale częściej niż zwykle słychać hebrajski i częściej można zobaczyć mężczyzn w chałatach, w lisich czapach i z pejsami. W jakiś sposób należą do tego miejsca.

15.FKZ 2016

 

Opublikowano Blog | Skomentuj

Piach z rabarbarem

 

No i mamy lato. Długie czerwcowe zmierzchy, zapach róż, truskawki z bitą śmietaną i świeżą sałatę z ogródka.

01.czerwcowy zmierzch02.roza pachnaca fiolkami03.truskawki ze smietana04.salata z mojego ogrodka

Oczywiście, jak zwykle najlepiej mają koty. One umieją cieszyć się życiem.

05.Miki06.Miki

A my? Zupa z kociołka to na pewno sama radość. Rozpoczęliśmy już sezon i pierwsza zupa została zjedzona. Pyszna! (Choć papryczki tylko dla orłów).

07.zupa z kociolka

Skoro mowa o przyziemnych przyjemnościach, takich jak sałata z ogródka (jej zrywanie i patrzenie na nią jest jednak przyjemnością niemal duchową) i zupa z kociołka, to chciałabym przypomnieć, że kończy się rabarbar. Klub Placka z Rabarbarem, którego jestem gorliwą członkinią, nie zasypiał rabarbaru w popiele (jak niektóre barbarzyńskie Barbary mieszkające koło Barbakanu) i kilka placków zostało upieczonych, a potem pożartych (nawet dobrze wychowani ludzie rzucają się na takie ciasto jak szarańcza).

08.rabarbar

Najlepsze według mnie jest kruche ciasto z rabarbarem, tylko komu – oprócz mojej mamy – chce się go piec. Wywałkowanie cienkiego płata kładzionego na rabarbar to wyższa szkoła jazdy.
Ale piach, jak mówi moja koleżanka, czyli ciasto piaskowe, każdy potrafi upiec. Dziś więc piach z rabarbarem.

½ kg rabarbaru
25 dkg masła
1 i ¼ szklanki cukru kryształu
1 i ½ szklanki mąki (w klasycznym przepisie jest ziemniaczana, ale ja wolę ciasto z jednej szklanki mąki pszennej i pół szklanki ziemniaczanej)
4 jajka
2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
skórka otarta z cytryny
cukier puder do posypania

Rabarbar obrać ze skórki i pokroić na kawałki długości 1–2 cm.
Wymieszać w misce mąkę z proszkiem i skórką cytrynową.
Utrzeć masło z cukrem.
Dodawać po jednym jajku, nie przerywając miksowania, a potem po łyżce dodawać mieszaninę z miski.

09.piach z rabarbarem

Wyłożyć ciasto na blachę wysmarowaną masłem i posypaną bułką tartą. Ciasto jest dość gęste. Jeśli będzie rzadkie, to też się upiecze i też jest dobre, tylko rabarbar opadnie na samo dno.
Posypać ciasto rabarbarem.

10.piach z rabarbarem

Piec około 45 minut w 180 stopniach.

11.piach z rabarbarem

Przestudzony placek posypać cukrem pudrem. Najlepszy jest jeszcze ciepły, ale – sprawdziłam – smakuje także na drugi dzień.

12. piach z rabarbarem

Już zmierzch. Kocham czerwcowe zmierzchy. Jakiś ptak śpiewa na modrzewiu. Dziś noc świętojańska. Pora udać się do ogródka i nazrywać lubczyku :)

13.lubczyk

A potem pełnia księżyca, ognisko i wróżby.

14.Zmierzch15.pelnia

Niech żyje lato! Niech trwa jak najdłużej!

16.niech zyje lato

Opublikowano Blog | 1 komentarz