Język polski. Cz. 6 (i na razie ostatnia): Cud-dzieweczki u prząśniczki i młodzieniec z wiciną

Dzieciom w szkole też się czasem wydaje, że pani zapomniała o zadaniu domowym. Panie nigdy nie zapominają. A zatem, co to jest prząśniczka? I z czym poszedł młodzieniec do Królewca?

U prząśniczki siedzą jak anioł dzieweczki,
przędą sobie, przędą jedwabne niteczki.
Kręć się, kręć, wrzeciono,
wić się tobie, wić!
Ta pamięta lepiej,
czyja dłuższa nić.

Poszedł do Królewca młodzieniec z wiciną,
łzami się zalewał, żegnając z dziewczyną.
Kręć się, kręć, wrzeciono,
wić się tobie, wić!
Ta pamięta lepiej,
czyja dłuższa nić.

Gdy w podstawówce śpiewałam w chórze tę piosenkę, oczami wyobraźni widziałam starą prząśniczkę, która zaprosiła do swojego domu dzieweczki piękne jak anioł. Siedziały u niej i uczyły się prząść. Nad wiciną wcale się nie zastanawiałam, wydawało mi się chyba, że to jakaś inna nazwa witki, którą płaczliwy młodzieniec zerwał po drodze, idąc nie wiadomo po co do Królewca. (U Reymonta pojawia się wicina w znaczeniu „zarośla wierzbowe”: „Przez dolinki, przez moczary zarosłe żółtymi, poschłymi wicinami wiły się pasy strumieni”).

Mój obraz kobiet prząśniczek umacniał pociąg „Prząśniczka”, nazywający się podobnie jak „Górnik”. Dopiero później zrozumiałam, co znaczy fraza „u prząśniczki”.

Kobieta zajmująca się przędzeniem to oczywiście prządka, prząśniczka zaś to zdrobnienie od słowa prząśnica (całkiem regularne, takie jak miedniczka czy maselniczka). W słowniku języka polskiego można przeczytać, że prząśnica to „część kołowrotka w postaci wąskiej deseczki, do której przywiązuje się przędziwo”. Każda prządka o anielskiej urodzie siedzi więc u swego kołowrotka, pewnie u okna, bo tam najjaśniej. A u drzwi stoi może młodzieniec, który już niedługo wyprawi się z wiciną do Królewca.

Dziwna sprawa – choć w liceum szczegółowo analizowaliśmy język Pana Tadeusza, nie zwróciłam uwagi na wiciny w księdze II: „W Polszcze, w domu porządnym, z dawnego zwyczaju, / Jest do robienia kawy osobna niewiasta, / Nazywa się kawiarka; ta sprowadza z miasta / Lub z wicin bierze ziarna w najlepszym gatunku / I zna tajne sposoby gotowania trunku”, ani na objaśnienie Mickiewicza: „Wiciny są to wielkie statki na Niemnie, którymi Litwini prowadzą handel z Prusami, spławiając zboża i biorąc w zamian za nie towary kolonialne”.

Wicina mogła podobno przewozić ponad dwieście ton towarów. Takimi statkami-tratwami o niewielkim zanurzeniu (zaledwie dwa łokcie) spławiano do morskich portów zboże, len i konopie, miód, wosk, futra zwierząt, z powrotem zaś wieziono, holując tratwy na linach, sól, śledzie, kawę, herbatę i korzenie z zamorskich krain. Pamiętacie piękną scenę w filmie Nad Niemnem, gdy na rzece pojawiają się tratwy? To oryle (flisacy) płyną wicinami.

Takich pięknych widoków jak w Nad Niemnem życzę wszystkim w te wakacje.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Blog. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *