Leonardo i jego Dama

 

„Ten obraz przez Leonarda d’Avinci malowany ma być portretem kochanki Franciszka I, króla francuskiego. Zwali ją La Belle Ferronière, miała być żoną kupca trzymającego sklep żelazny. Inni twierdzą, że mąż jej był patronem. Umizgi króla i pędzel Leonarda są zaletą tego obrazu. Osoba wydaje się być młodą, szczupłą i delikatną. Ubiór jej bardzo skromny. Trzyma zwierzątko do kuny podobne. Obraz ten dany do Domu Gotyckiego przez księcia Adama Czartoryskiego”, napisała księżna Izabela Czartoryska w katalogu swoich zbiorów.


Dom Gotycki, romantyczny pawilon otwarty w 1809 roku, to druga po Świątyni Sybilli budowla mająca pomieścić puławskie zbiory muzealne. Świątynia Sybilli była królewskim panteonem Polaków, Dom Gotycki – panteonem cesarzy, królów i książąt europejskich.
„Ten domek stanie na ustroniu, w głębi dzikiej promenady. Zbuduje się go z rozmaitych szczątków, jakie tu pozbierałam. Mam je stąd: po Kazimierzach, Zygmuntach, Zamoyskich, gzymsy, orły, odrzwia itd.”, pisała księżna Izabela do syna, Adama.

Hasło na jednej ze ścian głosiło: „Oby odtąd zwycięstwa nasze zatrzeć mogły pamięć klęsk doznanych”, frontowa ściana otrzymała imię Kazimierza Wielkiego i wmurowano w nią płaskorzeźbę orła zdjętą z zamku w Łobzowie. Była też ściana Długosza, ściana Kościuszki, ściana Żółkiewskiego. „Dom Gotycki, który zawiera pamiątki zagraniczne, zdawał mi się czczy i mało znaczący, póki nie umieściłam w nim jakiegoś wspomnienia mojej ojczyzny”.

Na piętrze, w Pokoju Zielonym, urządzono galerię malarstwa. Na honorowym miejscu wisiały portrety rodzinne Czartoryskich, dalej podobizny królów, wodzów, poetów, a także „mozaika florencka z wyobrażeniem Zwiastowania Najśw. Panny”, „gałązka cyprysu urwanego na grobie sławnej Inez de Castro w Coimbrze”, „portret Husa, wyrabiany z gliny wziętej z miejsca, na którym był spalony” i w końcu dzieło Leonarda.
Izabela Czartoryska nie była szczególną miłośniczką malarstwa, a ze starych mistrzów najbardziej ceniła Rafaela: „Rzadki geniusz, imaginacja obfita, wybór zawsze szczęśliwy, słodycz, przyjemność, doskonałość we wszystkich szczegółach”. Poza tym w ocenie zbiorów motyw patriotyczny górował nad innymi: „Przywiązanie, które mam do mojej ojczyzny, jest uczuciem niepospolitym i, mogę śmiało dodać, nieograniczonym. (…) Ojczyzno, nie mogłam cię obronić, niech cię przynajmniej uwiecznię”.
To wszystko sprawiło, że Dama z gronostajem nie była perłą w koronie, lecz takim samym eksponatem, jak relikwie Heloizy i Abelarda, krzesło Szekspira, kaftan łosiowy Cromwella czy chorągwie hiszpańskie z bitwy pod Lepanto.

Dziś Dama z gronostajem jest uważna za najcenniejszy obraz w polskich zbiorach.
W grudniu 2016 roku stała się własnością państwa, czyli nas wszystkich,  i od 18 maja można ją odwiedzać w Gmachu Głównym Muzeum Narodowego w Krakowie przy alei 3 Maja.

Byłam w gronie witających Damę krakowian. Nie przyszłam ani na koncert muzyki barokowej, ani na wino, ani po to, żeby sobie zrobić selfie na tle kopii, tylko żeby znowu ją zobaczyć. W ten wyjątkowy wieczór pozwolono ją fotografować.


Każdy kto oglądał film Vinci, wie, że portret jest namalowany na desce orzechowej i że jest nieduży: 54,7 na 40,3 cm (ale i tak nie mieści się w studzience kanalizacyjnej). Wie także, ile wąsów ma gronostaj i że kobieta na portrecie to Cecylia Gallerani, kochanka księcia Mediolanu Lodovica Sforzy.


Kiedy się na niego patrzy, czuje się w nim prawdę i moc.


No i jak miło popatrzeć na piękną kobietę, która ma drobne usta, a nie wypchany silikonem kaczy dziób.

(Cytaty pochodzą z książki Zdzisława Żygulskiego Dzieje zbiorów puławskich, Kraków 2009).

Ten wpis został opublikowany w kategorii Blog. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *