Światowy Dzień Książki

 

Która to już godzina? Naprawdę po północy? Zaczytałam się i zapomniałam o całym bożym świecie.
Dawno nie dodałam żadnego wpisu i właśnie dziś chciałam coś napisać. Ale nie mam czasu. Czytam 🙂

Ten wpis został opublikowany w kategorii Blog. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Światowy Dzień Książki

  1. ejotek pisze:

    A co jest tak wciągającą lekturą? 🙂

  2. Właściwie nie powinnam się przyznawać, że czytam tę książkę dopiero teraz. To „Życie i los” Wasilija Grossmana. Jest tam taki fragment: „Między rozwalonymi balami i kawałami tynku znalazł tylko brudnego kotka. Kotek niczym się nie wyróżniał, o nic nie prosił i na nic się nie skarżył; sądził widocznie, że ten huk, głód i ogień to właśnie jest życie na ziemi”.
    I jeszcze: „Dwunastego grudnia były urodziny Dawida, więc mama kupiła mu książkę z bajkami. Szary koziołek stał na polanie, a mroczny las, który ją otaczał, wydawał się tym bardziej złowieszczy. Spośród czarnobrązowych pni, muchomorów i psich grzybów wyłaniała się czerwona paszcza z wyszczerzonymi kłami i zielone wilcze ślepia. Tylko Dawid wiedział, że zaraz dojdzie do morderstwa. Tłukł pięścią w stół, zasłaniał polankę dłonią przed wilkiem, ale wiedział, że nie zdoła ocalić koziołka”.
    Dawida zrozumie każdy, kto uczył się ze starego elementarza Falskiego i czytał bajkę o kotku i kogutku.
    „Życie i los” to książka dowodząca prawdziwości słów Michała Bułhakowa: „rękopisy nie płoną”. Tak jak „Mistrz i Małgorzata”, tak samo książka Grossmana miała nigdy nie ujrzeć światła dziennego (Susłow, aparatczyk od spraw ideologii, na pytanie, czy możliwa jest publikacja „Życia i losu” w ZSRR, powiedział: „Tak, możliwa. Za dwieście lat”). Skonfiskowana, przetrwała dzięki prof. Sacharowowi, który sfotografował maszynopis, i Władimirowi Wojnowiczowi, który wywiózł mikrofilm na Zachód.
    „Niedobrzy ludzie” (określenie służącej Grossmana), którzy zabrali wszystkie kopie maszynopisu, a nawet kalkę maszynową, bali się Słowa i książek, tego najwspanialszego wynalazku, który jak napisała Olga Tokarczuk, pozwala „stać się błędnym rycerzem z wadą wzroku, nadwrażliwym księciem rozmyślającym nad zagadką śmierci, znudzoną żoną prowincjonalnego doktora czy zakochanym kupcem krążącym po brudnym Powiślu”.
    Pozwala zajrzeć do duszy kobiety, która widzi, jak niemieccy jeńcy wynoszą z piwnicy ciało jej zamordowanej przez gestapo córki.
    „Kobieta wyprostowała się. Podeszła do Niemca i – wszyscy to zauważyli – patrząc na niego, równocześnie szukała na ziemi cegły, która by nie była na trwałe przymarznięta do innych, takiej, którą mogłaby oderwać swoją wielką dłonią, zniszczoną okropną pracą, lodowatą wodą, wrzątkiem i ługiem.
    Strażnik czuł nieuchronność tego, co za chwilę nastąpi, ale nie był w stanie powstrzymać kobiety, silniejszej niż on i jego automat. Niemcy nie mogli oderwać od niej oczu, a dzieci patrzyły na nią chciwie, niecierpliwie.
    Kobieta teraz nie widziała już nic oprócz twarzy Niemca z zawiązanymi ustami. Nie rozumiejąc, co się z nią dzieje, niosąc tę siłę, która podporządkowała sobie wszystko dookoła, i sama się jej podporządkowując, namacała w kieszeni waciaka kawałek chleba, ofiarowany jej w dniu kapitulacji faszystów przez krasnoarmiejca, podała go Niemcowi i powiedziała:
    – Na, masz, masz, żryj!
    Potem sama nie mogła zrozumieć, jak to się stało, dlaczego tak zrobiła. W ciężkich chwilach krzywdy, bezradności i złości, których w jej życiu nie brakowało – pokłóciła się z sąsiadką, która obwiniła ją o kradzież butelki z olejem, przewodniczący rady dzielnicowej wyprosił ją z gabinetu, bo nie miał ochoty wysłuchiwać jej skarg mieszkaniowych, syn ożenił się i chciał matkę wyrzucić z pokoju, a synowa w ciąży wyzywała ją od starych kurew – mocno się przejmowała i nie mogła spać. Którejś bezsennej nocy, leżąc w łóżku, zdenerwowana i zła, przypomniała sobie tamten zimowy ranek i pomyślała: Byłam głupia i jestem głupia”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *