Nowosielski na Azorach

 

Dawno nie byłam na Azorach i postanowiłam tam się wybrać. Kiedyś mieszkałam na tym brzydkim osiedlu w północno-zachodniej części Krakowa, w przytłaczającym wielkością bloku. Azory czy Ruczaj to smutny spadek po PRL-u – zbudowane na przedmieściach bloki, wciśnięte bez ładu i składu między istniejące tam domki, ogródki, laski i łąki. Dziś wydaje się to niewiarygodne, ale w latach 80. połowa mieszkańców Krakowa gnieździła się w takich kanciastych klockach. Przeciętne mieszkanie miało 40 metrów kwadratowych i często ślepą kuchnię. Był okres, że zakazano budowy balkonów jako zbędnego luksusu. W Nowej Hucie widziałam blok, w którym okrojono nawet łazienki – w mieszkaniach zainstalowano jedynie ubikację i mikroskopijną umywalkę, a wspólne prysznice były na korytarzu.
Stanisław Barańczak nazwał takie mieszkania „schronieniem w betonie”.

Skąd nazwa Azory? Pamiętam, że był to temat jednego z harcerskich zwiadów i do znudzenia zadawałyśmy to pytanie mieszkańcom. Odpowiedzi były dwie: to wieś, gdzie każdy ma swojego psa Azora, oraz druga, chyba bliższa prawdy – przezwano tak to powstałe w latach 30. podmiejskie osiedle tanich, skromnych domków, gdyż o nim, tak samo jak o Azorach, prawie każdy w mieście słyszał (na jednej z azorskich wysp w 1929 roku rozbił się polski samolot podczas nieudanej, pionierskiej próby przelotu przez Atlantyk w kierunku zachodnim), mało kto jednak wiedział, gdzie to jest. Wiadomo było tylko, że gdzieś daleko.

Pojechałam więc na Azory. Po co? Żeby wejść do kościoła pod wezwaniem Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny, napaść oczy malarstwem Jerzego Nowosielskiego i przypomnieć sobie piękne słowa Gorzkich żalów.

Kościół i klasztor Franciszkanów na Azorach zaczęto budować w 1938 roku. Gdy wybuchła wojna, nakryto dachem ukończony już parter klasztoru oraz salę pod prezbiterium kościoła, gdzie urządzono tymczasową kaplicę. Po wojnie nowe władze odmówiły zgody na kontynuowanie budowy i to, co było prowizorką, przez prawie czterdzieści lat służyło jako kościół mieszkańcom rozrastającego się osiedla.
Dopiero w 1973 roku Braciom Mniejszym udało się zdobyć pozwolenie na wznowienie prac. Podobno władze planowały, że gdy kościół będzie już zbudowany, naturalnie z funduszy kościelnych i składek parafian, odbiorą budynek i urządzą w nim kino. Rzeczywiście, można w nim sobie wyobrazić przestronną salę kinową.

01.Kosciol na Azorach

4 maja 1974 roku kardynał Karol Wojtyła dokonał wmurowania kamienia węgielnego, pochodzącego z Groty Zwiastowania w Nazarecie i poświęconego przez papieża Pawła VI, gotowy kościół konsekrował zaś kardynał Franciszek Macharski 8 grudnia 1979 roku.

Krakowianom, mającym tyle wspaniałych, starych kościołów, nie zaimponuje skromny budynek wciśnięty między bloki (budowane w PRL-u kościoły nie mogły być wyższe niż otaczające je domy). Jeśli jednak ktoś wejdzie do środka, olśniony, nieprędko wyjdzie.
Wnętrze kościoła to jedna przestrzeń i całą dekorację widzi się od razu. Harmonia, prostota, światło. Ascetyczna pustka, którą pamiętam z początków kościoła, teraz jest nieco zakłócona, lecz i tak uderza. A jeszcze mocniej – szczególnie na tle ciepłej barwy drewna – surowość stacji Drogi Krzyżowej namalowanej przez Jerzego Nowosielskiego.

12 grudnia 1977 roku Nowosielski pisał do Henryka i Marii Paprockich: „Ja dopiero niedawno zakończyłem realizację wielkiego malowidła – ściany eucharystycznej w nowoczesnym, udanym architektonicznie kościele w nowej dzielnicy Krakowa – Azory”*.

06.Stacja XII,XIII.XIV_oltarz glowny

Gorzkie żale, przybywajcie,
Serca nasze przenikajcie.
Rozpłyńcie się, me źrenice,
Toczcie smutnych łez krynice.
Słońce, gwiazdy, omdlewają,
Żałobą się pokrywają.
Płaczą rzewnie aniołowie,
A któż żałość ich wypowie?
Opoki się twarde krają,
Z grobów umarli powstają.
Cóż jest, pytam, co się dzieje?
Wszystko stworzenie truchleje!

02.Stacja I_Jezus na smierc skazany

Na ból Męki Chrystusowej
Żal przejmuje bez wymowy.
Uderz, Jezu, bez odwłoki
W twarde serc naszych opoki!
Jezu mój, we krwi ran swoich
Obmyj duszę z grzechów moich!
Upał serca swego chłodzę,
Gdy w przepaść Męki Twej wchodzę.

04.Stacja VIII_Jezus spotyka placzace niewiasty

Jezu, srogim krzyża ciężarem
Na kalwaryjskiej drodze zmordowany,
Jezu mój kochany!
Jezu, do sromotnego drzewa
Przytępionymi gwoźdźmi przykowany,
Jezu mój kochany!
Jezu, jawnie pośród dwu łotrów
Na drzewie hańby ukrzyżowany,
Jezu mój kochany!

05.Stacja XI_Jezus do krzyża przybity

Okrutnym katom posłusznym się staje,
Ręce i nogi przebić sobie daje.
Wisi na krzyżu, ból ponosi srogi
Nasz Zbawca drogi.

O słodkie drzewo, spuśćże nam już ciało,
Aby na tobie dłużej nie wisiało!
My je uczciwie w grobie położymy,
Płacz uczynimy.

07.Stacja_XIV

Profesor Stanisław Rodziński, który w imieniu Jerzego Nowosielskiego odbierał dyplom honoris causa Uniwersytetu Jagiellońskiego (Nowosielski był drugim – po Janie Matejce – malarzem wyróżnionym w ten sposób przez Uniwersytet), tak napisał z tej okazji:

„A przecież wystarczy porównać ukrzyżowania na ikonach nowogrodzkich czy włodzimierzowskich, na których Chrystus mimo męki i śmierci jest zwycięzcą, i zestawić je z Drogą Krzyżową Nowosielskiego w kościele na krakowskich Azorach. Tu przy zachowaniu rytmu czy koloru mogącego przypominać ikonę, przy zastosowaniu podobnych układów kompozycyjnych czy rozbłyskujących na brunatnych postaciach świateł – jesteśmy świadkami egzekucji. Jesteśmy świadkami interpretacji odwiecznego motywu w malarstwie religijnym, ale wiemy, że teksty ewangeliczne przeczytał i namalował człowiek, który przed laty na ulicach swego miasta mógł być świadkiem łapanki czy masowego rozstrzelania. W mym przekonaniu w malarstwie Jerzego Nowosielskiego dochodzi do tajemniczej w istocie syntezy odczuwania i myślenia Wschodu i Zachodu. (…)

Sam artysta zaznacza wyraźnie, że »Sztuka to działanie duchowe«, a co za tym idzie, że sztuka w całości, niejako z natury swej, jest obszarem sacrum. (…) malarstwo Nowosielskiego jest od dziesięcioleci ponawianym trudem, by ukazać Niewidzialne. By w twórczym przeczuciu zbliżyć się do rzeczywistości nadprzyrodzonej, by w procesie twórczym uświęcić rzeczywistość widzialną. (…) Na pewno jest tam olśnienie i nadzieja płynąca z wiary, jest miejsce na piękno świata, jest miejsce na geometryczną rzeczywistość trójkątów, kół i kwadratów. Jest też miejsce na grzech i na miłosierdzie. W tym malarstwie spotyka się więc to, co wydaje się, że spotkać się nie może. Mam tu na myśli obrazy powstałe z zachwytu nad geometrią, ale i te, które rodzą się żywiołowo, gdy olśnienie jest silniejsze od reguł. Obrazy powstałe z niepokoju i goryczy, ale i z niezachwianej wiary w spotkanie człowieka z Bogiem”**.

Po wielkopiątkowej zadumie przyjdzie pora na wielkosobotnie nawiedzanie grobów w krakowskich kościołach. Jeśli ktoś odwiedzi kościół na Azorach, przy okazji będzie mógł się napawać pięknem obrazów Jerzego Nowosielskiego.
A potem, po Wielkiej Nocy Cudu, słoneczny niedzielny poranek, nadzieja i radość rezurekcji oraz pyszne rodzinne śniadanie.
Życzę wszystkim mnóstwa wielkanocnej radości!

 

* Jerzy Nowosielski, Listy i zapomniane wywiady, Kraków 2015.
** Stanisław Rodziński, „PAUza Akademicka” nr 81, 13 maja 2010.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Blog. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *