„Na zawsze Różany” odcinek 2

2

– Jak było na Madagaskarze? – zapytała Natalia Berg, choć nie była ciekawa odpowiedzi Doroty.
Ta idiotka myślała szablonami, mówiła szablonami i w ogóle używała pięciu słów na krzyż. Jeśli coś jej się podobało, to było megasuper, a jeśli nie, to beznadzieja. Poza tym znała jeszcze „okej” i „nie ma sprawy” – w końcu pracowała w korporacji.
– Megasuper!
„Powie coś o cudownej plaży i dobrym jedzeniu”.
– Cudowna plaża, megasmaczne jedzenie…
„Uprzejma obsługa i wspaniała atmosfera”.
– … fajna atmosfera i superobsługa…
„Były baseny i codziennie chodziłam na plażę oglądać zachód słońca”.
– … cztery baseny, a największy prawie na plaży. Miałam pokój z widokiem na morze. Zachody słońca są tam niesamowite…
Natalia przestała słuchać.
Kartkowała notatki na temat Eryka, które jej dała Dorota po powrocie ze Szwajcarii. Znała je na pamięć, ale powtarzania nigdy dość.
Plan już kluł się w jej głowie, lecz żeby go zrealizować, musiała załatwić jeszcze jedną sprawę rękami Doroty. Gdy ta nudziara skończy relację składającą się z tak wytartych banałów, że błyszczały jak słońce nad Madagaskarem, na pewno jej podziękuje i to będzie dobry moment…
– Jestem ci niesamowicie wdzięczna. Gdybym mogła ci się…
– Mogłabyś – weszła jej w słowo Natalia.
– Naprawdę!?
Radość w głosie Doroty była niekłamana. Natalia o mało nie parsknęła śmiechem. Naiwna i łatwowierna. Nieszczęścia zawsze chodzą parami.
– Utrzymujesz kontakt z Agnes Hassel, tak jak cię prosiłam?
– Pewnie. Od czasu do czasu wymieniamy mejle.
– To dobrze. Chciałabym, żebyś się dowiedziała, jakie plany na najbliższą przyszłość ma jej brat.
– Eryk?
– A ma innego brata?
– No nie…
W telefonie zaległa cisza.
– Tylko jak to zrobić? – Dorota westchnęła głośno.
„Rusz głową, tłumoku”, pomyślała Natalia, a głośno powiedziała:
– Na pewno coś wymyślisz, spryciulko. Może napisz jej o swoim wymyślonym bracie, na przykład że zapomina o całym świecie, gdy w grę wchodzi jego dziewczyna, albo że znów wpadł na jakiś szalony pomysł.
– Okej.
– Napisz jeszcze dziś i od razu zadzwoń, gdy się czegoś dowiesz.
– Nie ma sprawy.

*

Telefon Natalii wibrował w kieszeni żakietu. Wyjęła go ukradkiem i zerknęła na wyświetlacz. Dorota. Nareszcie.
Przez chwilę walczyła z sobą, w końcu odrzuciła rozmowę. Szef nie znosił, gdy ktoś wychodził, choćby na minutę, w czasie jego prezentacji.
Siedziała jak na szpilkach i po raz pierwszy, odkąd tu pracowała, czyli od dwóch miesięcy, pozwoliła sobie na nieuwagę podczas zebrania. Myślała o Eryku. O tym, jak ją potraktował w tej prymitywnej chałupie na zapadłej polskiej wsi. Niemal poczuła chłód nocy i ostry zadzior na balasce płotu, pod którym płakała. Eryk skrzywdził ją bardziej niż kiedyś ojciec, niż von Radunski i Thomas Kross razem wzięci.
– Konkurencja będzie duża, ale to my w niej zwyciężymy. Nie pozwolimy, by Morgan triumfował. – Dyrektor powiódł wzrokiem po pracownikach. – Jakieś propozycje? – spytał.
– Zabić go to za mało. Powinien cierpieć przed śmiercią.
Natalia zorientowała się, że powiedziała to na głos.
Wszystkie głowy zwróciły się w jej stronę, a ona, choć przez chwilę miała ochotę wejść pod stół, wyprostowała się i hardo uniosła brodę.
Szef spojrzał na jej błyszczące gniewem błękitne oczy i zarumienioną twarz.
– No, no, panno Berg, podoba mi się pani bitewny zapał – powiedział z uśmiechem. – Będzie pani szefową zespołu. Proszę swoje słowa przełożyć na konkretny plan. W bardziej poprawnej politycznie formie.

*

– Cześć, Dorota. Nie mogłam odebrać, miałam spotkanie.
– Tak myślałam, że jesteś jeszcze w pracy.
– No i co? Dowiedziałaś się czegoś?
– Pewnie. – W głosie Doroty było słychać triumfalne nutki.
Natalia przez moment zastanowiła się, czy znów jej czegoś nie obiecać. Nie. Co za dużo, to niezdrowo. Madagaskar wystarczy i za tę przysługę.
– Eryk się żeni.
Natalia poczuła się tak, jakby ktoś zdzielił ją kijem. Telefon wypadł z jej ręki.
Żeni się. To było do przewidzenia, a jednak był to jedyny scenariusz, którego nie brała pod uwagę. Dlaczego? Bo nie chciała dopuścić do siebie tej myśli.
Eryk się żeni. Wiadomo z kim.
Przed oczami wirowały jej czarne i czerwone płatki, czuła gorzki smak w ustach i przez chwilę myślała, że zemdleje.
Przycisnęła palce do skroni, nisko schyliła głowę i kilka razy głęboko odetchnęła. Potem podniosła telefon z biurka.
– Halo, Dorota? Coś przerwało, powtórz, co mówiłaś.
– Brat Agnes się żeni.
– To słyszałam. Ślub, jak przypuszczam, w Polsce?
– Skąd wiesz?
Natalia się roześmiała. Sama słyszała, jak sztucznie, ale Dorota była za głupia, żeby przejrzeć jej grę, i aktorską, i tę ważniejszą, której celem była zemsta.
– Łatwo się domyślić. Ta mała intrygantka złapała go i nie puści.
– Szkoda, prawda? Wolałabym, żebyś to ty go złapała.
Natalia poczuła się tak, jakby ktoś wymierzył jej cios w żołądek.
– Przepraszam, szef się dobija. Muszę odebrać. Zadzwonię do ciebie później – powiedziała i się rozłączyła.
„Dlaczego to tak boli – myślała. – Przecież ja go nienawidzę”.
Kiedy jednak przypomniała sobie, jak zmieniają się jego oczy, gdy zaczyna się uśmiechać, jak kiedyś czule ją objął, gdy wyszli z restauracji, i jak potem się całowali, położyła głowę na biurku i rozpłakała się.

*

– Dorota? Cześć.
– No cześć. Już po robocie?
– Coś ty. Ale mam chwilę przerwy. Opowiadaj, czego jeszcze się dowiedziałaś.
„Jeśli znów powie, że Eryk się żeni, to ją zabiję”.
Dorota albo usłyszała nacisk na słowo „jeszcze”, albo znudziło się jej powtarzanie tego samego w kółko.
– Poskarżyłam się Agnes, że brat mnie zaniedbuje i że nie lubię jego nowej dziewczyny, na co mi napisała, że jej bardzo się podoba przyszła bratowa. Podobno jest miła, szczera, bezpośrednia i skromna. Masz pojęcie? Przecież ona mówi o pannie Z. Czy można aż tak nie znać się na ludziach?
„Można. Ty jesteś tego najlepszym przykładem”, pomyślała Natalia.
– A ta jej skromność jak się objawia? – spytała.
– Podobno ślub będzie w wiejskim kościele, wesele u niej w domu, a w podróż poślubną jadą… Nie zgadniesz gdzie.
„Mówi się: dokąd, nieuku”.
– Na… – Dorota dramatycznie zawiesiła głos – na Słowację! Myślałam, że jest bogaty, ale z tego widać, że raczej nie. A może skąpy, a to jeszcze gorzej.
– Napisała ci, kiedy ten ślub?
Natalia powiedziała to niedbałym tonem, choć słowo „ślub” zostawiło na jej języku ohydny posmak, jak łyżka tranu, którym w dzieciństwie katowała ją matka.
– Trzeciego września. A wcześniej brat zaprosił ją na wycieczkę do Indii. Jadą sami, bez panny Z. Tak że z tą miłością do bratowej chyba trochę przesadziła.
Eryk tuż przed ślubem jedzie do Indii? Tylko z siostrą? Co to może znaczyć?
– Wiesz, kiedy wyjeżdżają?
– Napisała, że w pierwszych dniach sierpnia.
– Na długo?
– Na dwa tygodnie.
Dwa tygodnie w Indiach. W dzikim kraju. To otwierało wiele możliwości.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Blog. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *