Ach, te tytuły

Nie mam głowy do tytułów. Wiem, nie powinno się zaczynać od negacji. A więc jeszcze raz. Prawda, nie powinno się zaczynać od „a więc”. Nauki mojej polonistki, pani profesor Dzióbowej, poszły w las.

Bywają tytuły, które mnie zachwycają. Z ostatnich choćby Pociąg do życia wiecznego,
Nie wierzę w życie pozaradiowe czy Prawdziwych przyjaciół poznaje się w Bredzie.

Bywają tytuły niepozorne, kryjące wielkość („każda prawdziwa wielkość przedstawia się skromnie”, napisał Sienkiewicz), takie jak Lalka.

Bywają tytuły zapowiadające ucztę, na przykład Saga rodu Forsyte’ów.

Bywają tytuły, przy których każdy redaktor odruchowo sięga po ołówek, na przykład Zamek z piasku, który runął (gramatycznie runął piasek, logicznie – zamek, jednym słowem – zgroza).

Bywają tytuły wyjątkowo trafne, doskonale oddające charakter tekstu, na przykład Trędowata.

Skoro jesteśmy przy Trędowatej 🙂
Chciałam, by cykl o Zuzannie Hulewicz miał tytuł Zuzanna z Różan i podtytuły:
1. Czarodziejski flet (doskonały tytuł, bo nie mój), 2. Żelazne trzewiki (podoba się tylko mnie) i 3. Biały kamyk, ten z Apokalipsy świętego Jana („Kto ma uszy, niechaj posłyszy, co mówi Duch do Kościołów. Zwycięzcy dam manny ukrytej i dam mu biały kamyk, a na kamyku wypisane imię nowe, którego nikt nie zna oprócz tego, kto [je] otrzymuje”), więc nie dość, że  odpisany, to jeszcze kompletnie niezrozumiały.

Czy naprawdę „Zuzanna z Różan” brzmi jak „Biernat z Lublina”? Chyba jednak tak. Ach, te szkoły, obrzydzające dzieciom czytanie! Pamiętam, jak moja córka bodajże w piątej klasie biedziła się nad Krzyżakami – język stylizowany na archaiczny ją przerósł.

Czasem się zastanawiam, kto zaakceptował tytuł Lalka – dziś dział marketingu pewnie skłoniłby Prusa do zmiany na Jego wielka miłość albo Tęskniąc za Izabelą.

Nie mam głowy do tytułów. Jeszcze żaden, który wymyśliłam, nie ujrzał światła dziennego. Niech choć w ten sposób zostaną upamiętnione 🙂

 

PS Nadal nie wiem, jak będzie brzmiał tytuł drugiej części cyklu o Zuzannie. Wiem, że na pewno nie „Żelazne trzewiki” i pewnie nie „Przyjdź, jestem sam” ani „Włosy kobiet, zęby lwów” (to z Biblii), ani „Pod rojem gwiazd” (ze Stevensona), ani… Nie mam głowy do tytułów.

PS 2 Może nie powinnam publikować tego postu? Wiadomo, o sobie tylko dobrze.

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Blog. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *